Nie jesteś zalogowany/-a ZALOGUJ SIĘ lub ZAREJESTRUJ SIĘ
Jesteś tutaj: Corona-Fishing > Artykuły > Mały rachunek sezonu
2012-12-18

Mały rachunek sezonu

Na trociach w styczniu były zimowe upały, śniegu nie było, a całość bardziej przypominała zaawansowaną jesień niż miała cokolwiek wspólnego z zimą. Wyjazd był jednak całkiem udany z trzech fumdamentalnych względów – towarzystwo, ryby i okoliczności natury. Walory towarzyskie to podstawa. Od jakiegoś czasu nie ma z tym problemów. Na długodystansowe wyjazdy jeździmy w trójkę i choć łączy nas jedynie wędkarstwo stanowimy całkiem zgrane trio. Ryby tym razem też były łaskawe. Ja zaliczyłem fantastyczny, pełen emocji i co najważniejsze zakończony udanym lądowaniem, hol niespełna 70 centymetrowej troci. Wojtek dostał nieco mniejsze sreberko a tereny, przez które płynie duża część pomorskich rzek nie pozostawiają wątpliwości gdzie należy spędzić kilka pierwszych dni przyszłego roku. Trocie w styczniu traktuje nieco jak trening, jak rozgrzewkę przed tym, na co wyczekuję od ostatniego dnia sierpnia.


Mały rachunek sezonu

1 Luty, w powszechnym kalendarzu to dzień, jak co dzień. W moim natomiast dzień, co najmniej świąteczny. Dzień wolny od pracy, nie ustawowo, ale musowo. Pierwszy dzień polowania na pstrągi zawsze mam wcześniej przygotowany i zaplanowany. Kij odkurzony kilka razy, świeża żyłka nawinięta miesiąc wcześniej, przynęty i agrafki w pudełkach posegregowane z symetryczną starannością. Zaległy urlop zachowany specjalnie na tą okazję - cały tydzień od zmierzchu do świtu. I jak co roku wydłużające się odliczanie do końca stycznia. Sezonie nadejdź.

I nadszedł wraz z 20 stopniowym mrozem…. Mróz trzymał dokładnie tyle ile miałem urlopu. Próbowałem, mimo, iż próby pozbawione były sensu. Nie tak to sobie zaplanowałem. Ołowiana woda, skrzypiący śnieg i przenikliwy chłód. Było tak zimno, że sam z siebie żartowałem czy aby to, że byłem nad wodą nie było skutkiem zamarznięcia w głowie którejś komórki. Nie tylko głowa mi zamarzła. Łożysko oporowe w kołowrotku po kilku minutach odmówiło posłuszeństwa wyznaczając jednocześnie kres mojej cierpliwości. Byłem wściekły. Kilka dni później, by podnieść się na duchu posłużyłem się pstrągową protezą – tym nazywam łowienie tęczaków spod lodu. Kij z protezą – ważne, że jest frajda, duża frajda. Tęczowe potwory spod zamarzniętej tafli wpisały się na stałe w mój wędkarski kalendarz. Poza tym wędkarstwo internetowe, a jakże.... Prócz powszechnego, wędkarskiego cyberfermentu, jest w sieci trochę dobra, którym można załagodzić wędkarski głód.


Mały rachunek sezonu
Mały rachunek sezonu

Do września wędkarsko nie zajmowałem się niczym innym. Okres wiosenno-letni został zdominowany przez pstrąga potokowego. Założyłem filter na inne ryby, metody i praktyki, przeczytałem cały internet. Cały czas jednak do swojej wody miałem 300 km asfaltowej drogi. Kuło mocniej na wspomnienie o tym, że kiedyś żyłem niemal nad jej brzegiem, wtedy tego nie doceniałem. Jedyna tego zaleta to banał, że teraz doceniam to podwójnie – każde spotkanie z tą wodą było dla mnie kilkakroć bogatsze w przeżycia niż przed lat. Mój umysł otwierał się nad tą wodą by złapać i zabrać jak najwięcej chwil, które potem będzie mógł bez końca odtwarzać w takie wieczory jak ten. Taki mój wędkarski koniec świata – ucieleśnienie utopi. Jak nigdzie wracały tam do mnie słowa piosenki bliskiego mi zespołu - "mieć gdzieś jakiś własny ląd, choćby o te 10 godzin stąd..." Dość jednak tych duchowych uniesień. Niezaprzeczalnie dodatkowym jego walorem jest fakt, że można trafić tam piękną rybę. Taką, która później przez kilka dni rozpraszała mnie w pracy i taką, o której Żona musiała słuchać przez tydzień w domu. Paradoksalnie jednak też taką, która rodziła rozczarowanie, gdy dopadała mnie myśl, że nad brzegiem ciurka stanę znów najwcześniej za miesiąc.

 


Mały rachunek sezonu

Jak każdego sezonu, tak i tego były wycieczki z gatunku „w pogoni z centymetrami”. Na polskiej, pstrągowej mapie mamy coraz więcej łowisk specjalnych. Wielu wędkarzy omija je szerokim łukiem, bo to burdele, bo to profanacja, bo to nie wędkarstwo. Ja też nie lubię basenów z rybami, ale są w kraju łowiska, w których, wyłącznie, dlatego, że stały się specjalnymi, pływają jeszcze ryby. Dzięki licencjom znalazły się pieniądze na kontrole, zarybiania i na walkę z „krajową rzeczywistością”. Jednym z takich łowisk jest Łupawa. Tutaj pieniądze z licencji mnoży pasja kilku ludzi i dobra gospodarka. Przeżyłem tam kilka niezapomnianych dni, połowiłem jak rzadko kiedy i… momentami czułem to co czuje nad swoją, dziką wodą. Ten burdel, moi koledzy, jest po prostu piękny. I piękne jest to, że taki wędkarz jak ja, który czas na wędkowanie ma często rzadziej niż raz w miesiącu, może z takich miejsc korzystać i cieszyć się wędkarstwem na swój indywidualny sposób.

W okresie wakacyjnym trafiła się okazja spróbować „specjalnego” Sanu. Charakter rzeki zupełnie inny od tych, do którego przyzwyczaiły mnie moje cieki. Rzeka szeroko rozlana i tylko gdzieniegdzie jej silny nurt spowalniają głazy i kamienie. Krótko mówiąc: woda czytelna jak hieroglify kontra ja i Wojtek – para niedzielnych muszkarzy. Dobrą godzinę udaję, że wiem, co się tu dzieje i całą godzinę nic nie łowię. Drugą i trzecią też…. Ryby nie oczkują, nic nie widać. Martwa woda? Os San? Po obiedzie zmieniliśmy miejsce, woda jakby nieco zwolniła. Widać wiele oczek, widać całe ryby. Woda żyje. Ubierając śpiochy oczami wyobraźni widzę jak przerzucam kolejne pstrągi w różnych rozmiarach. Mija godzina, ryby dalej są wszędzie, oczkują metr ode mnie, wskakują mi do kieszeni , zbierają wszystko. Tylko mój suchar, jak święta krowa pływa po tafli nietknięty. Kontakt z rybami nawiązały dopiero mokre i nimfy. San pokazał tego dnia, że muszkarz to nie ten kto ma ładną wędkę, drogie śpiochy i śliczny podbierak. Wydłubaliśmy jakieś ryby, ale z wody zeszliśmy pokonani i to też było piękne, a porachunki do wyrównania są najlepszym pretekstem by wrócić tam jeszcze co najmniej raz. I tak sezon po sezonie - obiecanki… i byle tylko sił starczyło, aby w biegu dni i zajęć, wszystkie je konsekwentnie realizować.


Mały rachunek sezonu

Jesień w moim wydaniu miała stać pod znakiem wielkiej rzeki i wielkich sandaczy. Stała pod znakiem zmiany adresu. Cóż, historia lubi zataczać kręgi, dziś znów do swej rzeki mam rzut beretem. Zamiast więc grzebać w pudełkach, spaceruje jej brzegami obserwując pstrągowe gody, które swoim rozmachem pozwalają być spokojnym o jakość przyszłego sezonu.

tekst / foto Kamil Mazur

przeczytaj więcej o:
pstrągi na spinning
lipień na muchę
okonie z głębokiej wody
jak łowić na jerki

zobacz też:
woblery pstrągowe
przynęty na pstrąga
obrotówki


Zgłoszenie nadużycia
Temat zgłoszenia
Opis problemu:


Zgłoś nadużycie

Udostępnij ten artykuł:
Facebook Google Bookmarks Twitter LinkedIn

Oceń artykuł
koronka1koronka2koronka3koronka4koronka5

polecane dla Ciebie

Artykuły

lipień na spinning
lipień na spinning
Przygotowania docelowego miejsca wyprawy zajęły mi sporo czasu. Miotałem się między jednym regionem Norwegi a drugim. Raz mi przypadła do gustu niewielka malownicza rzeczka innym razem miałem w planach zapolować na wielkiego lipienia innym ...
Mroźne hariusy
Mroźne hariusy
Jak daleko jest do miejsca gdzie słońce nie zachodzi i nie wschodzi? Jak daleko jest do świata totalnej magii i wędkarskiej euforii? Do pięknego świata dzikiej przyrody, gdzie rzeki niosą czystą jak kryształ wodę, a ryby nie widziały ...
łowienie w czasie powodzi
łowienie w czasie powodzi
Wczesna wiosna to okres, kiedy spinningista ma pewien problem, polegający na małej dostępności poszczególnych gatunków tym ryb. Z jednej strony mamy typowe drapieżniki, które będziemy mogli tropić za miesiąc lub dwa, a z ...
sandaczowe jezioro w szwecji storsjon
sandaczowe jezioro w szwecji storsjon
Przyznać się muszę, że nie lubię jeździć na nieznane łowiska. Ci co mnie znają doskonale wiedzą, że mimo wyjazdów tygodniowych, a czasem i dwutygodniowych, ciągle brakuje mi czasu na łowienie. Mało tego, sam proces przygotowania ...
Małe a jednak tajne...
Małe a jednak tajne...
Kiedyś przeczytałem w jakimś piśmie wędkarskim,że każdy "pstrągarz" powinien mieć swoją tajną rzeczkę. Pomyślałem sobie, że takich rzeczek w Polsce musiałoby być tysiące, i szybko zapomniałem o tym artykule. Dla mnie od ...
spinning w marcu
spinning w marcu
Początek prawdziwego sezonu spinningowego to dla mnie chwile, gdy w końcu bez kurtki zimowej, bielizny termoaktywnej i całego ubioru eskimosa mogę wyruszyć nad wodę. Człapać w śniegu po kolana za pstrągami też mi się zdarza, ale z ...
jaki prezent dla wędkarza
jaki prezent dla wędkarza
W mediach często pojawiają się listy najlepszych prezentów czy pomysły na podarunki na różne okazje. Problem w tym, że w przeważającej części dotyczą one pań. Czekoladki na Walentynki, bukiet kwiatów na Dzień ...
boleń na woblera
boleń na woblera
Nie sądziłem, że tak mi Wisły brakowało. Przez te dwadzieścia (pięknych) lat podróżowania za rybami po całym świecie, zapomniałem siłą rzeczy o rzece swojej młodości. Odzwyczaiłem się, zatarły się wspomnienia ze studenckich ...
15 lat na rynku
Raty 0% PayU PayPo
0.39 s