Ina, wyprawa na tro?
No i nadszed? czas planowanej od d?u?szego czasu kilkudniowej wyprawy nad pomorsk? rzek?. Wyjazd w sk?adzie: Dero, Osa, Henk i ja - Frajter. Ekspedycja pod nazw? "tro? - ?oso?" ma na celu zdobycie do?wiadcze? i nowych przygód. Pogoda na pocz?tku zapowiada?a si? idealnie, ale pó?niej - ju? do ko?ca wyjazdu - mówi?c delikatnie nas nie rozpieszcza?a.

W po?udnie meldujemy si? na mo?cie na tzw. patatajce, gdzie w zesz?ym roku rozje?d?ali?my si? z portalowego zlotu CF. Ko?o mostu Dero spotyka zaprzyja?nionych w?dkarzy z naszych stron. Dero ma od nich informacj?, ?e któremu? posz?a ?adna ryba. Z nowym zapa?em szykujemy sprz?t i zaraz rozchodzimy si? po rzece. Na ryb? nie trzeba d?ugo czeka?. Po 20 minutach Dero melduje swoj? pierwsz? tro?. Dostaj? tylko wi?kszego zapa?u do ?owienia, ale razem z Heniem, z którym wspólnie ob?awiamy rzek?, w dalszym ci?gu nie udaje nam si? spotka? z rybami. Czas leci, pora wraca? do auta i zameldowa? si? na kwaterze w drodze powrotnej. Wchodz? jeszcze raz na miejsce, gdzie wcze?niej wymaca?em zwa?k? i dos?ownie stoj?c? pod ni? wod?. Sprowadzam wobler trociowy w to miejsce i w którym? rzucie czuj? lekkie tr?cenie - przyci?cie kijem i energiczne przygi?cie, jeszcze jedno ?upni?cie kijem i luz. No có?, tak mia?o by?, pierwszego dnia wynik 1:0 dla troci. Henk z Os? nie zaliczaj? kontaktu z rybami.


Drugiego dnia przed 8 rano meldujemy si? nad wod?. M?odzi obrali sobie cel w dó? rzeki, my z Heniem idziemy w gór?. Po parunastu minutach ?owienia Heniowi schodzi ryba. Po krótkim holu urywam wobka na ga??ziach drugiego brzegu. Dochodzimy do dwóch du?ych zwa?ek. To miejsce ob?awiamy bardzo starannie. Po pó?godzinnym heblowaniu w ko?cu czuj? s?abe tr?cenie i pulsuj?cy ci??ar na kiju. Ryba okazuje si? szczupakiem.
W?drujemy dalej. Na przeciwleg?ym brzegu spotykam siedz?cego i pal?cego papierosa w?dkarza. Na niewielkim statywie ma roz?o?ony aparat, zagaduj? do niego: „aparat na statywie, pewnie co? by?o?" "Ano by?o, ?adny kelt", na oko dobre 70 cm. Idziemy dalej, wchodz? w krzaki i staram si? ob?owi? zwa?k? przed sob?. W kolejnym rzucie delikatne tr?cenie i mi?y pulsuj?cy ci??ar na kiju. Ryba okazuje si? niewielkim samczurkiem, który po pstrykni?ciu przez Henia fotki wraca do wody. W tym samym czasie w?dkarz przed nami wyjmuje na oko tak? 60.


Zapa? w nas ro?nie, ludzi coraz wi?cej, postanawiamy i?? dalej do przodu i ?owi?. Pomys? mo?e i dobry, bo znale?li?my znów miejsca, gdzie ludzi zdecydowanie mniej. Schodz?c z nurtem i ob?awiaj?c co ciekawsze miejsca, w jednym z nich przed Heniem sp?awia si? do?? ?adna ryba, pokazuj?c ogon. Niestety do ko?ca dnia nie zaliczamy ju? kontaktu z rybami. Pora wraca? na baz?, m?odzi na zero w tym dniu. Wieczorem zaczyna zdrowo la?.
Nast?pnego ranka meldujemy si? w tym samym miejscu, od razu z Heniem idziemy jak najwy?ej i zaczynamy ?owienie schodz?c w dó?. Nad wod? sporo ludzi, wiatr smaga niemi?osiernie, do tego przeplatanka deszczu. Omijam w?dkuj?cych, gdy poni?ej wobler l?duje mi w zaczepie. W?dkarz powy?ej walczy z ryb?, pi?kny samiec w z?otych barwach. Spotykamy te? nasz? m?odzie?, robimy ?niadanie i ?owimy dalej. Znów spod zwa?ki mam ryb?, na oko tak? z 55-60 cm, niestety spada na moich oczach. No có? 2:1 dla srebrnych. Na koniec ?owienia Osa ma ryb? pod samymi nogami, okazuje si? ?e to szczupak i zalicza ?cink?.


Nast?pnego dnia jedziemy w ??kowy odcinek. Wiatr w porywach ze 100 na godzin?, a pó?niej srogi deszcz i grad daj? nam zdrowo w ko??. Mia?em tak? przygod?: podchodz? do miejsca, pod drugim brzegiem widz? fragment ciekawej wody, zak?adam najci??sz? wahad?ówk? jak? mam i zaczynam. W drugim rzucie czuj? jakby tr?cenie, wiatr robi swoje, a? niekiedy kij ci??ko utrzyma?, znów rzut, mocz? ?y?k? ?ebym lepiej j? widzia? i skupiam si? na prowadzeniu wahad?ówki. Czuj? wyra?nie branie, tn?, ale w pusto. Wo?am koleg?, heblujemy ju? we dwójk?, po ok. 15-20 minutach, gdy czuj? jakby znów tr?cenie, tn? po jakich? trawach i znów pusto. Idziemy dalej. Po przeciwnym brzegu widzimy nast?pn? grupk? w?dkarzy, kolega jest bli?ej tego miejsca, zauwa?a wi?c ?e jeden z nich wyjmuje do?? ?adn? tro?. Có? byli lepsi od nas.
Sponiewierani przez pogod? wracamy powoli do samochodu, spotykamy sympatycznego w?dkarza, który na telefonie pokazuje zdj?cie cz??ci ?ososia z?owionego wczoraj przez innego w?dkarza. Niesamowita ryba i kufa, ryba na zdj?ciu wygl?da grubiej ni? moja noga w udzie. Troch? to irytuj?ce, wszyscy ?owi? tylko nie my. Tego dnia schodzimy w nie najlepszych humorkach. Wyci?gamy wnioski i wieczorem d?ugo dyskutujemy na ten temat.


No có?, pozosta? ostatni dzie? ?owienia do po?udnia i musowo trzeba b?dzie wraca?. L?dujemy w miejscu, gdzie zaczynali?my. Z racji, ?e pi?tek jest dniem wolnym, spotykamy mas? ludzi nad wod?. Woda ju? strasznie wysoka, wiatr i deszcz jako? nikogo nie zniech?caj? - wida? po frekwencji - umawiamy si? na 13.00 przy samochodzie i rozchodzimy si? po rzece. Gdy ju? wracam do samochodu, podchodz? w ciekawsze miejsca po brzegu. Widz? niezdeptane jeszcze miejsce i zaczynam ?owi?. Po parunastu rzutach, gdy ju? chc? wyprowadzi? wobler do góry, czuj? branie, zaci?cie i mi?y ci??ar na kiju. Niestety to znów szczupak, jak si? okazuje, jedyna nasza rybka tego dnia .
I tak przysz?o wraca? i powiedzie? sobie do nast?pnego!
Tekst: frajter
Foto: Henk, Dero, Osa i Frajter
skomentuj na forum
Artykuły

































