Sandacz po polsku.
Upalne, czerwcowe popo?udnie, dawa?o si? we znaki. ?ar lej?cy si? z nieba i piknikowy klimat nad miejsk? rzek?. Dostawa?em ju? sza?u. Setki wykonanych rzutów przynios?y jedynie godziny bezowocnego zmieniania przyn?t. Co jest, dlaczego dzi? jest takie bezrybie? Przecie? one musz? tu sta?. Zawsze ?owi?em je w tym miejscu. Paskudne sandacze. Cwane, przebieg?e i bardzo chimeryczne.
Do?? ju? na dzi?! Wygra?y?cie, ale nast?pnym razem wam poka??.

Nocny festiwal.
Takie my?li towarzyszy?y mi, kiedy wraca?em ju? do domu. Przedzieraj?c si? przez nabrze?ne zaro?la, raz po raz s?ysza?em za plecami bardzo wyra?ne ataki ryb. Przyznam si?, ?e nie mia?em ju? si?y. Nad rzek? nasta?a pierwsza faza nocy. Nie wytrzyma?em. Na pi?cie obróci?em si? do ty?u i jak gdyby z now? energi? wróci?em nad swoj? ulubiona opask?. Na pomarszczonym lustrze wody wida? by?o przepi?kn?, ?wietln? panoram? miasta. Co? wspania?ego. Kiedy jednak te l?ni?ce ?wiate?ka zacz??y si? rozpryskiwa? we wszystkie strony, melancholia i marzenia przesz?y mi w mgnieniu oka. Nie dalej jak 10 metrów przede mn?, gruby garb ryby rozpru? wod?. Ten widok to esencja w?dkarstwa. Ci??ka i stara ryba wyp?yn??a na ?er pod os?on? nocy. Ona sama doskonale wiedzia?a, ?e jest bezpieczna. To w?a?nie teraz, kiedy nikogo nie ma nad wod?, mo?e sobie szale? bez przerwy. Ca?a rzeka nale?y tylko do niej. Wszystkie ukleje bez ?wiat?a s? bezbronne. Ale ona i jej wielkie oczy, przypominaj?ce kota, decyduj? o tym kto w nocy rz?dzi.
Na wodzie obserwowa?em dziesi?tki ataków okaza?ych ryb. Oceni?em, ?e wi?kszo?? z nich to sandacze, ale dzi? przekonany jestem, ?e by?y tam te? bolenie, klenie, jazie i sumy. Przez d?uga chwil? siedzia?em na kamieniu, obserwuj?c festiwal polowania. Tylko natr?tne komary przeszkadza?y mi upaja? si? tym wspania?ym widowiskiem.
Niespodziewany jazgot telefonu natychmiast zburzy? moj? enklaw?.
- Gdzie ty jeste?? Us?ysza?em z realnego ?wiata.
Nast?pnego dnia by?em nad wod? dopiero oko?o 19. Wszystko mia?em doskonale przemy?lane. Wiedzia?em, ?e b?d? ?owi? na lekkie przyn?ty lub na te, które b?d? pracowa?y tu? pod powierzchni?. Zabra?em ze sob? woblery na sandacza, wahad?ówki i obrotówki. Celowo zostawi?em w domu pude?ko z gumami. A co tam, b?d? ?owi? tradycyjnie. Po polsku!
Dok?adnie w tym samym miejscu zrobi?em sobie wieczorne stanowisko. Szczegó?owo rozpozna?em sam brzeg, aby podczas nocnego w?dkowania nie zaczepi? przypadkowo wabików o krzaki za plecami. Przyn?ty mia?em pouk?adane starannie w dwóch pude?kach. Czu?em si? troszk? jak na polowaniu. Usiad?em na kamieniu i czeka?em na zachodz?ce s?o?ce. Co chwil? drobne kleniki i bolenie kusi?y mnie swoj? obecno?ci?. Polowa?y nieustannie. Jednak ja wyczekiwa?em grubego sandacza. Wiedzia?em, ?e gdzie? u podnó?a opaski ma swoje dzienne stanowisko. Wiedzia?em, ?e pod os?on? nocy wyp?ynie, aby polowa? na zdezorientowane ukleje. Kiedy ju? zacz??o robi? si? ciemno, przy samym brzegu pojawi?y si? niewielkie, jakby nie?mia?e ataki drobnych sandaczy. Jeszcze nie czas. Jeszcze chwila. I w?a?nie teraz, dok?adnie w tym samym miejscu co wczoraj, pojawi? si? mój „grubas”. Leniwy, ci??ki i nadzwyczaj spokojny. Zaraz potem wykona?em pierwszy rzut woblerkiem. Przyn?t? prowadzi?em w bardzo nierówny sposób. Lekko podszarpywa?em, zatrzymywa?em w miejscu, przyspiesza?em. Nie dalej jak w dziesi?tym, mo?e w pi?tnastym rzucie, mia?em pierwsze zdecydowane branie. Jest. Pierwszy sandacz. Cieszy?em si? jak dzieciak. Nie by?a to wielka ryba, ale rado?? by?a ogromna. Zaraz potem z?owi?em nast?pnego. Ten drugi by? ju? nieco wi?kszy. I na tym koniec. Sandacze przesta?y ?erowa?. Woda ucich?a i nasta?a pi?kna, ?ródmiejska noc. Czas ko?czy?. By?em bardzo szcz??liwy, ?e uda?o mi si? z?owi? cho? dwie sztuki, ale co? mi si? nie zgadza?o. Zastanawia?em si? dlaczego ten du?y pojawi? si? na wierzchu tylko raz. Czy wyp?oszy? si?, czy mo?e zwietrzy? niebezpiecze?stwo? A mo?e polowa? w innym miejscu?
Ca?y czerwiec to dla mnie wieczorne i nocne sandaczowanie. Wypracowa?em swój prywaty sposób w?dkowania, dostosowany specjalnie na sandacze. Zawsze zabieram ze sob? mocny i d?ugi kij. Do niego idealnie pasuje mocna plecionka i du?y ko?owrotek. Tu nie ma miejsca na finezj? i ceregiele. Ryb? trzeba holowa? zdecydowanie i szybko. Widoczno?? jest najcz??ciej ograniczona do kilku metrów. Przyn?ty sprawdzone przeze mnie przez wiele sezonów, te? nie wyj?tkowo popularne w?ród ?owców sandaczy. Oczywi?cie standardem jest wobler o którym nocni w?dkarze wiedz? od zawsze. Na temat woblerów nie warto mówi? wi?cej ni? to, aby by? d?ugi na 7 do 10 cm, musi by? smuk?y i delikatnie pracowa?. Jednak moj? przyn?t?, któr? odkry?em podczas nocnego w?dkowania, s? du?e obrotówki i bez znaczenia jest czy s? to longi czy aglie, wa?ne, aby by?y srebrne lub mosi??ne. Osobi?cie stosuj? rozmiar 3/4. Obrotówka pozwala na bardzo leniwe prowadzenie. Sandacze uwielbiaj? te przyn?ty. Wymy?li?em sobie, ?e wabi je ogromna fala hydroakustyczna, wywo?ywana przez skrzyde?ko. To jednak tylko teoria, a ja nie mog?em przesta? my?le? o moim wielkim sandaczu.

Mój przyjaciel sandacz
Ta ryba nie dawa?a mi spokoju. Wybiera?em si? w to miejsce jeszcze kilka razy. Zawsze uda?o mi si? przechytrzy? jak?? sztuk?, ale kontaktu z wielkim sandaczem nigdy nie mia?em. Najbardziej z?o?ci?o to, ?e by?em przekonany o jego obecno?ci. ?yje gdzie? bardzo niedaleko mojej nocnej miejscówki.
Opaska na której zwykle ?owi?em, to równy odcinek wody z g??bokim rowem ci?gn?cym si? przez oko?o 500 metrów. Na dnie, u podnó?a opaski, znajdowa?a si? pl?tanina ga??zi i konarów. Miejscami pojedyncze g?azy tworzy?y idealne, dzienne siedlisko dla sandacza. To miejsce ci?gn??o mnie jak magnes nad wod?. W upalne, lipcowe popo?udnie, wybra?em si? jak zwykle polowa? na sandacza. Zabra?em ze sob? dwa woblery, które wed?ug ich producenta, schodzi? mog? nawet na 4 metry w du?ym nurcie. Wybra?em woblerek oklejony srebrzyst? szmat? z niebieskim grzbietem. Jego praca by?a fantastyczna. Bardzo intensywne migotanie, po??czone z w??owym ruchem. Ci??ki i masywny wobler lecia? na odpowiedni? odleg?o??, schodzi? natychmiast do samego dna i co najwa?niejsze nie haczy? si? o zawady. Takie biczowanie wody trwa?o dobr? godzin?. Monotonne w?dkowanie przerwa? t?py zaczep. Nieco zniech?cony zluzowa?em plecionk? i energicznie szarpn??em kijem, aby uwolni? przyn?t?. Zaczep ruszy? i to z takim impetem, ?e ledwo utrzyma?em kij w r?ku. By?em przygotowany na odczepianie przyn?ty, a nie na amortyzowanie zrywu ryby. Hamulec ustawiany na twardo nie wypuszcza? grubej plecionki. Wszystko trwa?o u?amki sekund. Ryba po b?yskawicznej ucieczce osiad?a da dnie. By?em przekonany, ?e mam suma. Rozpocz??em wolne pompowanie, z ka?d? jednak minut? holu traci?em przekonanie o tym, ?e na woblerze jest sum. Przerzuci?em wtedy w g?owie wszystkie du?e ryby, jakie mog?y w tym miejscu skusi? si? na mojego wobka. Wymy?la?em karpie, szczupaki, znowu sumy. Jezu... w tym momencie na powierzchni pojawi? si? mój znajomy. Wielki, gruby sandacz. By?em przestraszony ca?a t? sytuacj?. Ryba ju? do?? s?aba, zacz??a wp?ywa? na same kamienie, tu? przy brzegu, Nurt wody ?ci?ga? j? daleko ode mnie. Wtedy zdoby?em si? na desperacki ruch. Ruszy?em za ryb? która prawie nieruchoma le?a?a dos?ownie metr od brzegu. Opieraj?c swoje ogromne cia?o o kamienie, niczym wyrzucony przez wod? wieloryb, czeka?a na pomoc. Rzuci?em w?dk? i wszed?em po kolana do wody. Stara?em si? sandacza podnie? do góry. By? ogromny, ci??ki i bardzo gruby.

Do dzi? pami?tam jego wielkie jak pi?cioz?otówka oko, które patrzy?o prosto w moje oczy. Ja wiedzia?em, ?e to ten sam, który pokazywa? mi si? co noc, gdy stara?em si? go przechytrzy?. On pewnie te? mnie pami?ta?. ?mia? si? ze mnie kiedy posy?a?em mu moje nocne przyn?ty. Wielokrotnie odwiedza?em go potem w jego domu. Nigdy jednak mi si? wi?cej nie pokaza?. Nie wiem czy odp?yn?? gdzie? dalej, czy mo?e ju? teraz nie chce na mnie patrze?. To wielki, rzeczny cwaniak. Prawdziwy polski sandacz.
SKOMENTUJ ARTYKU? NA FORUM
autor: Remigiusz Kopiej
foto: autor, Jacek Karczmarczyk, Micha? Barabarz
przeczytaj wiecej o:
stanowiska ryb w rzece
sandacz ze zbiornika zaporowego
jesienne szczupaki
pogoda na sandacza
sandacz z wielkiej rzeki
zobacz te?:
w?dka na sandacza
plecionka na sandacza
woblery na sandacza
koguty sandaczowe
przyn?ty na sandacza
Artykuły

































