Sierpniowe strzygowanie.
Najbardziej kocham sierpie?, ale tylko wtedy, gdy nie jest tak gor?co jak w tym roku. Te afryka?skie temperatury mnie zabijaj?. Wiem jednak, ?e przy wschodz?cym s?onku najwi?ksze lorbasy poluj? na migocz?ce z?otem czarownice. Nigdy nie zapomn? cichutko wij?cej si? rzeczki. Gdy zamykam oczy, ci?gle s?ysz? delikatny i ciep?y plusk woblerka, który opad? tu? pod przeciwleg?ym brzegiem wody. Jednak najpi?kniejsza chwila to widok grubego pstr?ga, który swój atak zdradza pod??aj?c? za strzyg? fal?, potem wir i energiczne targni?cie kijem. Zapraszam na sierpniowe strzygowanie...
Dziwnie jako? si? pouk?ada?o, ?e sezon pstr?gowy podzieli?em sobie na kilka etapów. Ten najbardziej w?a?ciwy rozpoczyna si? zaraz po tym jak muszkarze po?owi? na j?tce. Wówczas wyposa?am moje pude?ko w magiczne, z?ote woblerki. Nie wiem co jest przyczyn?, ?e kropokowa?ce w tak przedziwny sposób reaguj? na migotanie. Nie wiem co jest w tym, ?e nie potrafi? si? oprze? je?d??cemu po ca?ej rzece woblerowi. Fakt jest taki, ?e w?a?nie u schy?ku sezonu ?owi? praktycznie na dwa woblery. A by?o to tak...
Przygotowanie do fina?owych ?owów.
Wspólnie z ?ukaszem postanowili?my ca?y sierpie? po?wi?ci? tylko lorbasowi. Powiedzieli?my sobie, ?e nad wod? musimy sp?dzi? minimum 10 dni. W trakcie takiego planowania zawsze powstaj? koncepcje. Gdzie b?dziemy ?owili? Gdzie rano, gdzie wieczorem? Oczywi?cie wtedy te? ka?dy z nas celuje w te najwi?ksze ryby. Wspólne ?owienie znacznie u?atwia spraw? doboru przyn?t, odpowiedniego podej?cia, prowadzenia i jakich? tam trików potrzebnych do kuszenia cwaniaków. Ma?e rzeczki nie potrafi? przyj?? dwóch w?dkarzy na jednym odcinku. Mimo tego jako? wspólnie pouk?adali?my sobie zasady w?dkowania. Troszk? chodzimy na zak?adk?. Raz ja pogoni? do przodu, zaraz wyprzedzi mnie ?ukasz. Czasem obserwuj?c mojego kompana, jak szybko stara si? dopa?? najlepsze miejscówki, ze spokojem musz? tonowa? porywczy charakter ?ukasza... – Powoli, ob?awiajmy wolniej, bo tracimy zbyt du?o mo?liwo?ci.
Nauczony do?wiadczeniem z poprzednich sezonów uzupe?ni?em pude?ko strzygami. Woblerki S?awka Szuszkiewicza nie nale?? do naj?atwiejszych w obs?udze. Strzygi, to woblery charakteryzuj?ce si? dziwaczn? prac?, której prawdopodobnie nie potrafimy uj?? w ramy katalogowych opisów. Najpro?ciej jest powiedzie? ?e S?awkowe czarownice to wobki cholernie migocz?ce, z tendencjami do halsów, czyli jak to my nazywamy szerokich, wie?owych odjazdów na boki. Ka?dy wobler przed zastosowaniem w konkretnych warunkach, musi by? korygowany. Nale?y je odpowiednio ustawia? wzgl?dem brzegu na którym ?owimy. Dopiero wówczas pokazuje na co go sta?.
Wieczór o którym wam opowiem by? wyj?tkowo parny. By?o niewiarygodnie duszno, co? wisia?o w powietrzu. Trudno by?o stosowa? polaroidy, bo niemal ca?kowicie zaparowa?y. Kiedy doszli?my do rzeki jako? pod skór? czu?em wielkie ?arcie. Wiedzia?em ?e b?d? pizga? jak z?e. I zacz??o si?. Zielon? strzyg? rzuci?em w standardowe miejsce, pod krzaczek, tu? na skraju rynny. To by? pierwszy rzut, kiedy Luka jeszcze zaj?ty by? rozk?adaniem kija. Na wodzie widz? wir i zaraz potem ostre przegi?cie szczytówki. Tak bior? cwaniaki i to z tych wi?kszych. Spapra?em. Jako? si? nie zahaczy?. Luka tylko si? u?miechn?? i poszed? w swoje miejsce. Rozpoczynamy klasyczn? zak?adk?. Dwa miejsca moje, dwa ?ukasza. Na wodzie cisza, jak gdyby nic nie by?o. Nie uwierzycie mi, ale pierwszy raz prze?y?em co? takiego na pstr?gach. Ryby pokazywa?y si? co kilka rzutów. Ma?e pstr??ki znikn??y. W pierwszym miejscu dobry czterdziestak. Zaraz potem nast?pny. Kolejne miejsca i kolejne brania, wyj?cia ryby. Co? nieprawdopodobnego. W ko?cu jednak dochodzimy do miejsca w którym wczesn? wiosn? mia?em porachunki z grubym pstr?giem. Wyprzedzam ?ukasza szerokim ?ukiem i zak?adam najlepsz? sztuk? z rodzinki z?otych czarownic. Rzucam pod pr?d. Pierwsze poci?gni?cie i widz? z brzegu fal?, która ostro jedzie w kierunku woblera. To najpi?kniejsze branie, u?amek sekundy, luz na kiju i po chwili uderzenie niczym srebrna, sierpniowa tro?. Przyznam, ?e nie spodziewa?em si? takiego pstr?ga. Ryba niezorientowana w sytuacji stara?a si? zjecha? z woblerkiem w pysku do swojej kryjówki. Kiedy powtórnie doci??em, lorbas w ekspresowym tempie zacz?? sp?ywa? w dó? rzeki. Tego by?o ma?o. Kiedy z?apa?em kontakt z ryb?, na powierzchni wody pojawi? si? ogon pstr?ga. Raz po raz wali? z lewej i z prawej. Z dna podnosi? si? piach razem z ro?linami. Kolejny raz przekona?em si? jak m?dre s? te ryby. Lorbas wiedzia? jak nale?y si? pozby? woblera z pyska i uda?o mu si? to (zapewne nie pierwszy raz). Jeszcze jest ode mnie lepszy. Spojrza?em tylko na ?ukasza i w nerwach odpali?em papierosa, potem drugiego i jeszcze jednego. Szkoda, ale jeszcze si? z Georgem policz?.
Teoria strzygowania.
Zwróci?em uwag?, ?e w?a?nie w sierpniu, gdy pstr?gi ch?tniej poluj? na wi?ksze ryby, warto jest ?owi? z naprawd? du?ego dystansu. Ma?a rzeka bardzo utrudnia tego rodzaju ?owienie standardowym woblerem. Strzyga, dzi?ki mo?liwo?ci korygowania ustawienia woblera, pozwala nam, aby na ma?ej przestrzeni i z du?ego dystansu, kusi? ryby w najwi?kszych zakamarkach. Tak w?a?nie wykorzystuj? te wabiki. Postawiona w nurcie czarownica pracuje wyj?tkowo nieregularnie. Drga i od czasu do czasu zmienia swoje stanowisko. Robi to nadzwyczaj efemerycznie. Dok?adnie tak jak niewielki pstr??ek, który poluje na drobne owady p?yn?ce tu? pod powierzchni?. To mój ulubiony sposób. Kilka chwil, czasem nawet d?u?ej, staram si? kusi? w jednym miejscu. Zaraz potem energicznie podkr?cam ko?owrotek i przestawiam strzyg? metr, mo?e trzy i wy?ej. Pstr?g je?li tylko jest w okolicy tego nie wytrzymuje. Atak jest niebywale mocny i zdecydowany. Wobler najcz??ciej ca?y znika w paszczy drapie?nika.
Inny sposób prowadzenia, który wymaga wi?kszej wody i nieco bardziej zaawansowanego zaprzyja?nienia ze Strzygami, polega na prowadzeniu z pauzami. Ca?a czynno?? wygada co? jak po??czenie pó?ekspresa z kilkunastosekundowymi pauzami. To do?? trudne, bowiem czarownice SS lataj? wówczas niemal po ca?ej rzece, ale zapewne to w?a?nie doprowadza pstr?ga do bia?ej gor?czki.
Najpro?ciej jest jednak prowadzi? strzyg? bardzo wolno po skosie, lekko pod pr?d. Wolno, mo?na powiedzie? a? zbyt wolno. Nurt zrobi swoje, a wobler zaczyna w rzece drga?, migota? i dos?ownie p?yn?? jak niewielka rybka. Oczywi?cie kombinacji jest ca?a masa.

Trudno jest opowiedzie? o drganiu, migotaniu, halsach i wirach na wodzie. Trudno jest da? cho? u?amek tego, co czuje cz?owiek chory na pstr?ga. To dziwaczne uczucie, które strasznie wnikliwie zabiera w?dkarzowi wszystko, co codzienne i bardzo realne. To pewnego rodzaju mistyka. Niewielu zapewne zrozumie gadaj?c? rzek? i podwodn? walk? z cwaniakami. Nie waham si? jednak powiedzie?, ?e nie ma ?wiata tak pi?knego jak rzeka, która skrywa przed nami pstr?gow? przygod?. Ja nie znam nic pi?kniejszego ni? nadchodz?ca jesie? nad dzik? rzek?.
Autor: Remigiusz Kopiej
Foto: autor / ?ukasz Szyszko
SKOMENTUJ ARTYKU? NA FORUM
przeczytaj wi?cej o:
o ?owieniu pstr?gów
pstr?g na cykad?
pstr?gi w Norwegii
przyn?ty na pstr?ga
przyn?ty w?dkarskie
Zobacz te?:
wobler Strzyga SS
woblery Szuszkiewicza
woblery na pstr?ga
Artykuły

































