G??binowe okonie
Kolejna wyprawa w poszukiwaniu sandaczy. Kolejna eskapada w doborowym towarzystwie, dziesi?tki godzin przegadanych, prze?piewanych i przeta?czonych. Blisko sto godzin na ?odzi w po?cigu zorganizowanym na g??binowe drapie?niki.
Przedziwnie si? to wszystko u?o?y?o. Wyposa?eni we wszystkie sandaczowe wabiki, p?ywali?my po piekielnie g??bokiej wodzie, marz?c o aksamitnym klepni?ciu. Klepni?? nie by?o, cho? chyba ka?dy z naszej ekipy zrobi? niemal wszystko, by sprowokowa? do brania te paskudne i obrzydliwie cwane sandacze.
Jak si? nie ma co si? lubi, to si? lubi co si? ma… Mieli?my za to okonie i to jakie okonie! Tutaj prym wiód? Bodzio, który szko?? okoniowego luja przeszed? ju? wiele lat temu i jako? tak mu pozosta?o. Daleki jest od ultra fastów i innych mega kosmicznych zestawów. Cyk jeden, obrót korba – jedno podbicie. Cyk, cyk, dwa obroty i dwa podbicia. Z kamienn? twarz? wyci?ga? najwi?ksze okonie, a mi gul skaka? niemal pod sama kopu??. Taki to ju? ten nasz Bogu?. Wolny, leniwy i piekielnie skuteczny.
Podpatrzyli?my cwaniaczka i zacz?li?my ?owi?. Ale co tu gada?, fotki wiele opowiedz?.
tekst i foto Remigiusz Kopiej
Zobacz te?:
koguty na okonia
obrotówka na okonie
Artykuły

































