Nie jesteś zalogowany/-a ZALOGUJ SIĘ lub ZAREJESTRUJ SIĘ
Jesteś tutaj: Corona-Fishing > Artykuły > Srebrne marzenia - Troć 2012
2012-03-12

Srebrne marzenia - Troć 2012

- Dobrze Was widzieć – pomyślałem gdy pakowałem sprzęt i wielki plecak turystyczny do bagażnika samochodu. Tomek i Wojtek to moi wierni kompanii wędkarskich przygód, ich towarzystwo jest dla mnie nieocenione. Teraz dzieli nas ponad 300 km i nasze wspólne wędkarskie wojaże rangą dorównały najważniejszym wydarzeniom. Tym bardziej cieszyłem się, że najbliższe trzy dni spędzę w ich towarzystwie. Trocie miały tu drugorzędne znaczenie. No właśnie trocie… bo o nich będzie tu mowa, to dla mnie, zeszłoroczne, niespełnione marzenie, dla towarzyszy debiut, a dla całej trójki wielkie wędkarskie święto, które ze względu na dystans dzielący nas od Pomorza wypada raz w roku. Tym razem przypadło na długi, styczniowy weekend, który spędziliśmy nad brzegami Regi i Iny.


trocie ina

Podróż zajęła nam całą noc, a jej celem był Trzebiatów. Była 5.00, została nam godzina marnej jakości snu w samochodzie i potem już całodzienna walka z porywistym wiatrem i siąpiącym deszczem. Nic to… , po kilku czynnościach przygotowawczych wszyscy staliśmy nad brzegami Regi.
- W górę czy dół ?
- Na FORSIE pisali, że w dół.
- To pójdziemy w gorę.
Rzeka wpływa tutaj w miejski odcinek i nie grzeszy wyglądem, jest za to bardzo głęboka. Są długie prostki, są zakręty, w wodzie czają się przeróżne odkryte i nieodkryte niespodzianki, stanowiąc wiele potencjalnych stanowisk ryb. Coś musi się wydarzyć, ja przecież w zeszłym roku zapłaciłem frycowe nad Słupią i Łebą, a chłopaków obejmuje prawo frajera. Pierwsze chlupnięcie przynęty o wodę daje znak rozpoczęcia zabawy, wirówka poddaję się siłom nurtu i zbliża się do brzegu, kolejny rzut, zmiana stanowiska. Byle nie gwałtowanie, byle nie za głośno. Rzeka przed zakrętem nieco się zwęża. Na kolanach podaję wabik pod zwalone drzewo. Przytrzymuje w nurcie. Nie tym razem, może wobler? Mijają kolejne kwadranse, emocje nieco już opadły a zza chmur wyszło słońce dając nam niejako znak do krótkiej przerwy na moście do którego właśnie dotarliśmy. Wymiana uwag, krótkie podsumowanie i Wojtek już obławia dziurę pod mostem. My z Tomkiem grzebiemy w pudłach, szukając najlepszego rozwiązania. Dotarło do nas, że łowimy trochę zbyt lekko, na takich dołach jak ten pod mostem za nic nie mogliśmy sięgnąć przynętą dna. Snujemy plany o zakupach w miejscowym wędkarskim, ciężkich wahadłach i dopalaczach, gdy nagle rozległo się klasyczne JEEEEEEST ! Długi trociowy kij Wojtka gnie się przyjemnie, na Jego twarzy rysuje się lekki uśmiech, hol trwa jakieś 3 minuty i debiutanckie sreberko ląduje na brzegu. W pysku tkwi wobler, który Wojtek znalazł pod choinką dwa tygodnie wcześniej. Miarka pokazała równe pół metra. Nie był to gigant, ale światło, które do tej pory nieśmiało tliło się w tunelu, rozświetliło nasze wędkarskie umysły pełnym ogniem. Przeważnie trochę Wojtkowi zazdroszczę, zwykle łowi ode mnie więcej i większe, nie było inaczej tym razem, ale moje gratulacje i radość były całkowicie szczere. Spędziliśmy pod mostem jeszcze dobrą godzinę, jednak już bez rezultatu. Coraz mocniej czuję ból ręki, zaczepiam więc Wojtka:
- Ciężki ten kij, ma za długi dolnik, chowa mi się do kieszeni i jutro biorę żyłkę.
- Brzmi to jak frustracja słabej baletnicy.
- Podpuszczam Cię, żebyś pożyczył mi drugiego kija.
- Ale on jest krótszy i tylko do 45 gram.
- Na te wszystkie trocie i łososie, które do tej pory złowiłem w zupełności by wystarczył.
- Przekonałeś mnie.
Na koniec pierwszego dnia zmagań splątałem jeszcze niezły kawał plecionki co było decydujące dla zmian na jutrzejszy dzień. Po zmroku trafiliśmy do baru mlecznego na małą strawę, a działania w plenerze zakończyliśmy w barze by cały ten, jakże udany czas popić i uczcić małym piwkiem. Wynik w konfrontacji z rybami brzmiał 1-0 na wyjeździe Rokowania i humory na kolejne dni były więc bardzo dobre, szczególnie, że wcale nie zamierzaliśmy tego korzystnego wyniku bronić i utrzymywać.


Srebrna troć

Dzień drugi przyniósł zapowiadaną wcześniej zmianę sprzętu i zmianę miejsca. Oczywiście zostaliśmy nad Regą, ale tym razem wybraliśmy odcinek miejski. Zwykle sceptycznie podchodzą do takich miejsc, wolę ciszę, spokój i rzekę otoczoną przez dary natury. Rega w Trzebiatowie nie jest jednak brzydka, płynie szeroko, wśród kolorowych małych blokowisk i ma to jakiś swój urok. Jedyny mankament to ludzie. O ile pierwszego dnia minęliśmy tylko jednego wędkarza, to tutaj czułem się jak na festynie i poligonie strzeleckim. Wahadła po prostu bombardowały wodę z każdej strony. Wniosek mógł być jeden: wobler albo guma. Zacząłem od tych pierwszych, gdy przerobiłem całe pudełko przyszedł czas na gumy i na nich zatrzymałem się na dłużej. Przy okazji bujającego w obłokach wzroku spostrzegłem na młynówce piękną troć aportującą do czegoś w powietrzu. Niesamowity widok, czyli są tutaj. Ba, wiedziałem, że tu są, ale niewiernemu takie świadectwo zawsze dodaje skrzydeł. Minęliśmy epicentrum tłumu, wybiła dwunasta.
- Jest most, za mostem jest rynek, na rynku sklep, a w sklepie piwo.
- Nooo, a nad rzeką jest ławka.
15 minut później trzymałem półlitrowy flakonik szczęścia w ręce i upajałem się chwilą.
- Jakie plany ?
- Idziemy w dół do oporu.
- Co tam masz jeszcze w pudełku?
- Nic czym ryby się interesują.
I zaczęły się żarty, wygłupy, opowieści i domysły co troć może sobie myśleć widząc najlepsze z nich.
- Myślisz, że ona wie, że to lipa a nie balsa ?
- Nie wiem, ale wczoraj jedna mówiła mi, że masz żyłkę z zeszłego roku.
Międzyczasie miejscowi wykorzystując nasze przekomarzania wciskają nam swoje ręcznie klepane wahadła. 5 zł za sztukę. Coś tam wybrałem, wszak tubylcy winni najlepiej wiedzieć czym tu wodę mieszać należy. Stoję w wodzie po pas, na agrafce oczywiście… wahadłówka, ale znaleziona pod choinką.
- Nadzieja w prezencie od Szwagra – pomyślałem natchniony wczorajszym szczęściem Wojtka
Przynęta wraz z nadzieją poleciała pod przeciwną burtę, zamykam kabłąk, wabik dryfuje i wachlarzem zmierza w kierunku środka rzeki. Nagle zanim zdążyłem pomyśleć energiczne zacinam. Odruchowo, ale w tempo. Kołowrotek gra najpiękniejszą melodię… oj chwilo trwaj.
W wodzie kibicuje mi Wojtek, na brzegu kilku miejscowych. Ryba napiera wykorzystując siłę nurtu.
- Uważaj, idzie w kierunku podtopionych krzaków.
Podkręcam sprzęgło o kilka ząbków i czuję jak kij wygina się po sam dolnik.
- No dobra, żartowałem – mówię do ryby odkręcając co zakręciłem.
Troć odbija w kierunku środa rzeki i pokazuje się na powierzchni.
- Będzie Pan zadowolony.
- Oj będzie…
Ryba osłabła, mam inicjatywę i pompując podprowadzam ją pod nogi. Odbiła raz jeszcze i kolejny raz. Nie chce nawet myśleć o tym, że spadnie.
- Jest mniejsza niż myślałem.
- Nie jest długa, ale gruba.


troć

Wreszcie pełna kapitulacja. Sreberko wykłada się na bok a Wojtek pewnym ruchem zagarnia ją podbierakiem. Miarka pokazuje 67 cm. Robimy zdjęcia, nawet kilka. Miejscowi dzielą już trotkę na dzwonki kiedy ja powoli wkładam ją do wody. Nie dała się wypuścić, przed samym lustrem wody demonstruje resztki sił i wypada mi z rąk ku rozpaczy kibiców.
- Skąd wy jesteście, że takie ryby wypuszczacie.
- To cztery kilo dobrego mięsa.
- Było mówić to bym kupił.
Nie słucham tego, jestem szczęśliwy. Łowiliśmy do zmierzchu, nic więcej się nie wydarzyło. Wieczorem rozmów nie było końca.
- Wojtek, nie masz wyjścia. Tego kija musisz mi sprzedać.
- Za trzy woblery jest Twój.
- Zdrowie.
- Jak by miała dwa kilo więcej to by Ci kija brakło.
- Wiem, ale mój kij nie jest alternatywą.
- Zdrowie.
- Tomek, jutro Twoja kolej. Ina Ci wynagrodzi.
- Zdrowie.
I wszystko to jakoś szybko, za szybko się działo…

PS. Następnego dnia ruszyliśmy do Goleniowa na leśny odcinek Iny. Pogoda fatalna, rzeka fantastyczna. Mimo uporczywego wiatru i deszczu wytrwaliśmy do 15. Niosła nas nadzieja na spotkanie kelta, a że wędkarska wiara nie zna ograniczeń, przyniesie nas tu zapewne za rok . Apetyty nie zaspokojone, a rzeka piękna. Toż to grzech - nie wrócić.

foto / tekst: Kamil Mazur
 


przeczytaj więcej o:
trocie z Iny
Ina - wyprawa trociowa
jak złowić kelta

zobacz też:
przynęty na troć
błystki obrotowe
przynęty spinningowe



Srebrne marzenia - Troć  2012
Zgłoszenie nadużycia
Temat zgłoszenia
Opis problemu:


Zgłoś nadużycie

Udostępnij ten artykuł:
Facebook Google Bookmarks Twitter LinkedIn

Oceń artykuł
koronka1koronka2koronka3koronka4koronka5

polecane dla Ciebie

Artykuły

jaki prezent dla wędkarza
napisane 2020-03-18 00:00 przez: Admin
W mediach często pojawiają się listy najlepszych prezentów czy pomysły na podarunki na różne okazje. Problem w tym, że w przeważającej części dotyczą one pań. Czekoladki na Walentynki, bukiet kwiatów na Dzień ...
okoń cykada
napisane 2011-02-14 00:00 przez: Admin
Dni stają się coraz chłodniejsze, a my z tęsknotą w oczach wyczekujemy cieplejszych promieni słońca. Każdego dnia sprawdzamy prognozę pogody i wszystko układamy w naszych głowach tak, aby choć przez chwilę dać sobie możliwość ...
Muliplikator. Budowa i technika rzutu.
napisane 2010-02-03 00:00 przez: Admin
Multiplikator to skomplikowany pod względem konstrukcyjnym kołowrotek przeznaczony dla średnio zaawansowanych wędkarzy. Skomplikowana na pozór technika rzutowa odstrasza wielu wędkarzy już po pierwszych niepowodzeniach związanych z ...
karpik
napisane 2011-03-19 00:00 przez: Admin
Może to sen był, a może jawa, czyli opowieść o baranie i złocistych karasiach Rano wstałem z łóżka jak skowronek, szczebioczącą duszą będąc już na popołudniowych łowach. Zaplanowałem sobie bowiem samotne wędkowanie na ...
wyprawa do skandynawii
napisane 2013-10-24 00:00 przez: Admin
Wyprawy survivalowe stają się z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Nie ma się co dziwić, taki wyjazd to nie tylko świetny sposób na spędzenie wakacji. Prawdę mówiąc tego typu wyprawa to idealne rozwiązanie dla ...
wahadłówki na szczupaki
napisane 2010-01-06 00:00 przez: Admin
Doskonale przypominam sobie moje pudełko z przynętami w momencie, kiedy zaczynałem przygodę ze spinningiem. Maleńka szkatułka mieściła niewiele ponad 10 przynęt. Kilka obrotówek, wahadłówek i jedna Rapalka. To były czasy. ...
Raty 0%
1.48 s