Nie jesteś zalogowany/-a ZALOGUJ SIĘ lub ZAREJESTRUJ SIĘ
Jesteś tutaj: Corona-Fishing > Artykuły > Jak złowiłem tęczowego lorbasa
2011-06-06

Jak złowiłem tęczowego lorbasa

…ano wiąże się z tym fajna historia.

Była to kolejna wyprawa na kropiaste cwaniaczki, pełna nadziei, postanowień i koncepcji. W swym dość krótkim pstrągowym życiu, jakoś tak dziwnie szybko zapragnąłem przechytrzyć dużego pstrąga, prawdziwego lorbasa. A zważając na to, że mam bardzo dobrego nauczyciela, szansa na godnego przeciwnika rosła z wyjazdu na wyjazd.


wschód słońca nad rzeką

Niestety „ostatnie” wyprawy ukazały mi trudy pstrągowania. Jak nie żaby, to inne minogi, wysoka i brudna lub ekstremalnie niska woda; trafiłem nawet na wiatr tworzący na pstrągowej rzece falę w przeciwnym kierunku niż nurt... Tym razem miało być inaczej, nagły wybuch wiosny i dużo zieleni miały ułatwić nam podejście lepszego cwaniaczka. Miało być pięknie, ale i tym razem natura pokrzyżowała nam plany. Jętka, a jakże jętka majowa, jak ja ją kląłem. Oczywiście efektów spinningowania można się było spodziewać, widziałem sporo dużych ryb, które leniwie odrywały swoje wypchane brzuchy od dna i majestatycznie odprowadzały moje woblerki. Woblerki, istne cudeńka, pieczołowicie układane w pudełkach, misternie wybierane do panujących nad wodą warunków. Zamykając oczy i myśląc w głowie o konkretnym modelu, widzę jak pracuje uderzany wartkim nurtem pstrągowej rzeki, prezentując swoje najlepsze walory. Migotanie, myszkowanie na boki i kopniaki, które pstrągi tak bardzo lubią. Niestety przez cały dzień pstrągi olewały nasze starania, udało się złowić tylko kilka zadziornych maluchów i zaliczyć parę leniwych kontaktów z tymi przystojniejszymi kropkowańcami. W akcie desperacji sięgnąłem nawet po obrotówki, jednak po kilku rzutach wróciłem do woblerów, w przekonaniu że szybciej skuszę ładnego pstrąga sztuczną rybką.


lamiglas magnum taper

Południowy upał skutecznie zniechęcił nas do wędkowania, postanowiliśmy wykorzystać ten czas na regenerację sił przed wieczorną sesją. Kilka telefonów do znajomych i ożywcza drzemka w cieniu drzewa. Obudziły nas odgłosy zbliżającej się burzy. Słońce schowało się za kłębiącymi się chmurami, oj tego nam było trzeba. Szybkie przepakowanie i wyruszamy na nowy odcinek. Szczęśliwie zostaliśmy oszczędzeni przez zbliżającą się burzę i tylko lekko zmoczeni rozpoczęliśmy łowienie. A zaczęło się dziać, pstrągi oszalały - one chyba też czekały na wieczór z prawdziwą ucztą. Zbierały jak szalone rojącą się jętkę. Za nic nie szło ich skusić na spinning, byłem bezsilny. Wtedy pomyślałem o Bodziu, „ale by miał łowienie z tą swoją muchóweczką”, żałuj że Cię nie było - to chyba najpiękniejsza chwila dla muszkarza.


pstrąg na wobler

Na szczęście mogliśmy skorzystać z rad prawdziwego fachowca w sprawie pstrągów – Cykadass dzięki za rady, wszystko się sprawdziło. Można śmiało powiedzieć, że był to przełomowy moment. Remek zaciął pierwszego prawdziwego pstrągala, grubego pięćdziesiątaka. Szybka sesja i wracaj skubańcu do swojego domu, do zobaczenia za czas jakiś. Ja nadal kiepsko, sam nie wiem co robiłem nie tak, ale byłem już gotowy się poddać. Nawet zacząłem składać wędkę i w tej chwili zaświtał mi pewien pomysł. Tego jeszcze nie próbowałem, bo kto rzuca pomarańczowym woblerem? No dobra, przy brudnej wodzie to może i tak, ale jakoś nie bardzo mi pasował do wieczornej jętki. Jak się okazało co mi nie pasuje, niekoniecznie musi nie pasować pstrągom. W czwartym rzucie mojego foxinuska agresywnie zaatakował fajny czterdziestak, kilka młynków i luz na wędce. Spadł, ale jakim cudem? Nie mogłem w to uwierzyć. No nic, nie ma co się mazać, trzeba sprawdzić czy to branie nie było czystym przypadkiem. Kolejna miejscówka i znowu zdecydowane branie. Tym razem pstrąg znacznie mniejszy, ale mój pomysł się sprawdza. Mam was cwaniaczki! Teraz to ja wam dołożę.
Remek zostaje kilkanaście metrów niżej, szuka sposobu na kropka stojącego pod baldachimem z gałęzi. Niespiesznie zmierzam na następną miejscówkę. Po mojej stronie zwalone drzewo, a po drugiej stronie kilka dużych kamieni stworzyły wlew z wartką wodą i powoli wychodzącą rynienką. Zatrzymuję się parę metrów przed wlewem, kilka rzutów, jednak bez efektu. Podchodzę bliżej żeby ustawić woblerka we wlewie. Odstawiam go tak, żeby jak najdłużej utrzymywał się w środku wartkiego nurtu. Przed rzutem zerknąłem na wodę i w tym momencie go zobaczyłem. Ryba majestatycznie poruszała się w nurcie, ukryta za konarem zwalonego drzewa. Była ogromna, takiego pstrąga jeszcze nie widziałem. Kurczę, czy to nie omamy zmęczonego po cały dniu człowieka? Czasami tak bywa, że wykończony organizm płata nam figle omamami upragnionej zdobyczy. Ryba wychyliła łeb i zebrała płynącego owada – to już przewidzieć mi się nie mogło!


rzeka pstrągowa

Szczerze powiedziawszy na początku nie wiedziałem co robić, czy zmienić przynętę, co wybrać? Zdecydowałem, że zmiana wobka będzie wiązała się z szeregiem niepotrzebnych ruchów, które mogą wystraszyć kabana. Przecież stoi zaledwie dwa metry ode mnie. Kilka wdechów i pierwszy rzut - oczywiście nie tak jak trzeba, pstrąg tylko spojrzał na spływającą przynętę. Wiem, że nie jest dobrze, jak spapram kolejny rzut to po nim, schowa się pod drzewem i po sprawie. Drugi rzut wyszedł zdecydowanie lepiej, pstrąg ruszył w kierunku przynęty, jednak chybił. Jak mógł nie trafić! Schował się na chwilę za drzewem, po czym wypłynął na swoje stanowisko. Jeszcze nie wszystko stracone, teraz musi się udać. Zerknąłem w kierunku Remka, jakby szukając wsparcia przed decydującym starciem. Tym razem muszę naprawdę się przyłożyć, to moja ostatnia szansa, powiedziałem sobie w duchu. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Precyzyjny rzut, wolne sprowadzenie woblerka, delikatne strzepnięcie szczytówką i nagle atomowy atak. Mocne zacięcie i zaczęła się zabawa. Pierwsza była radość z przechytrzenia takiego byka, ale zaraz pojawiło się pytanie „i co teraz?”. Boże, jak dobrze że mam odpowiednio przygotowany zestaw, WildRiver wygięty w pół, hamulec kołowrotka lekko pogrywa. Pierwszy odjazd skontrowany, kilka młynków i kolejna próba odjazdu. Ze względu na zwalone drzewo hol musiał być raczej zdecydowany i siłowy. Niestety dość stroma skarpa uniemożliwiła mi podebranie wyślizgiem, a podbierak został w samochodzie. Co robić?
„Remek! Dawaj tu, pomóż, mam piedziesiątaka” – darłem się jak oszalały.
Nie wiem ile zabrało Remkowi dobiegnięcie do mnie, ale w mojej perspektywie trwało to wieczność. W tym czasie mój przeciwnik zdołał uwolnić się z jednej kotwicy, jeszcze kilka chwil i będzie po zabawie. Nagle słyszę za sobą głos Remka „o Boże….”. Niewiele myśląc mój kompan wlazł do wody – nie było wyjścia, inaczej byśmy go nie wyjęli. Dopiero na brzegu widzę że to tęczak i że ma „trochę” więcej niż 50cm.


pstrąg tęczowy

Radość nie do opisania, taki pstrąg! To nic, że tęczowy, chociaż przyznam że przez chwilę żałowałem że to nie potok, co chyba w tym wypadku było wielkim nietaktem.
Szybka sesja zdjęciowa dla uwiecznienia okazu i mierzenie, no tak, ale jak zmierzyć, czym? Jak ktoś zapomina zabrać z samochodu podbierak to nie ma co liczyć, że będzie miał przy sobie miarkę, he he. Tak wychodzą godziny przygotowań. Przykładamy rybę do wędki, w domu sprawdzimy dokładnie długość. W końcu przyszedł czas pożegnania z moim tęczowym lorbasem, przytrzymałem go chwilę w nurcie, żeby odzyskał siły po spotkaniu ze mną i odpłynął machając ogonem na pożegnanie. Może jeszcze się spotkamy.

Adrenalina buzowała we mnie jeszcze przez dłuższy czas. Przed oczami przewalały się obrazy z brania i holu, dla takich chwil warto się męczyć w upale, łazić w pokrzywach do pasa i oganiać się z chmary krwiożerczych komarów. Tak oto przekonałem się jak to jest przechytrzyć dużego pstrąga oraz że nie można się poddawać, bo jedno branie może zrekompensować całodzienne niepowodzenia. Jedno branie i jaka różnica…

Foto i Tekst:  Łukasz Szyszko

SKOMENTUJ ARTYKUŁ NA FORUM

Zobacz też:
woblery na pstrąga
jak łowić pstrągi
obrotówki
przynęty spinningowe


Zgłoszenie nadużycia
Temat zgłoszenia
Opis problemu:


Zgłoś nadużycie

Udostępnij ten artykuł:
Facebook Google Bookmarks Twitter LinkedIn

Oceń artykuł
koronka1koronka2koronka3koronka4koronka5

polecane dla Ciebie

Artykuły

boleń
Pierwsze kroki ze spinningiem w ręku zaprowadziły mnie nad Odrę, rzekę wielką i mocno regulowaną przez tysiące główek i opasek. Urok Odry niejednemu wędkarzowi nie pozwala myśleć o łowieniu w innych miejscach. Przez wiele lat ...
boleń na woblery
Coś niesamowitego i magicznego zarazem jest w poznawaniu nowych metod i technik łowienia. Wyjątkowy smak sukcesu, który buduje się zaraz po zdecydowanym braniu ryby jest największą nagrodą dla wędkarza, który całe swoje życie ...
O wyższości spinningu nad muchówką
W polskim światku wędkarskim już od dawna istnieje "zimna wojna" pomiędzy spinningistami i muszkarzami. Ja sam do końca nie wiem skąd ta wzajemna niechęć? Może to po prostu polska mentalność? Spinningiści patrzą z politowaniem ...
jak zrobić fotkę na rybach
Cyfrowe aparaty fotograficzne już jakiś czas temu spopularyzowały rynek. Duża konkurencja powoduje, że z roku na rok stają się coraz tańsze. Za niewielkie pieniądze można już kupić bardzo fajne cyfrówki. Do wyboru mamy aparaty ...
Czerwone wytrawne.
Nie wiem jak to się wszystko stało, ale minęło już tyle lat, a ja nadal uparcie pogłębiam się w swojej chorobie, którą jest wędkarstwo. Na szczęście na nią się nie umiera - wręcz przeciwnie - niejednego podtrzymuje ona przy ...
Koguty - jak to jest zrobione
 Artykulik ten piszę przede wszystkim dla tych, którzy mają troszkę wolnego czasu (zwłaszcza w długie zimowe wieczory) oraz dla lubiących łowić na przynęty własnej produkcji. Co do samych kogutów to nie będę się ...
15 lat na rynku
Raty 0%