Nie jesteś zalogowany/-a ZALOGUJ SIĘ lub ZAREJESTRUJ SIĘ
Jesteś tutaj: Corona-Fishing > Artykuły > Sandacz z wielkiej rzeki.
Artykuły
Sandacz z wielkiej rzeki.
2010-06-11 00:00

Sandacz to dziwna ryba. Przyznam, że dotychczas nie rozgryzłem jej sposobu życia i upodobań. Znalazłem jednak kilka cwanych trików, pozwalających na skuteczne łowienie mętnookiego, nawet na totalnym bezrybiu. Wiele czasu zajęło mi nauczenie się zwyczajów sandaczy. Mijały lata i zawsze miałem świadomość, że ryby które łowię, to tylko dzieło przypadku, spontaniczne przyłowy. Oczywiście nastawiałem się wyłącznie na sandałki, ale łowiłem je jedynie wtedy, gdy brały. Kiedy przychodził czas bezrybia, siadałem na kamienistym brzegu rzeki i rozmyślałem ... O co chodzi? Dlaczego nie chcą brać? Przecież wiem, że są w łowisku.


wisła sandacz

Kolejny wykonany rzut. Zamykam kabłąk kołowrotka i sandaczowy opad zostaje przerwany przez uparcie dzwoniący telefon. Łowię w bardzo zaczepowym miejscu, więc nie chcę kłaść przynęty luzem na dno. Ostatecznie jednak biorę wędkę pod pachę i odbieram. Oczywiście dzwoni kolega pytając o wyniki. Zamieniamy kilka zdań, w czasie gdy moja przynęta swobodnie płynie z nurtem rzeki. Kiedy opowiadam jak to dziś jest beznadziejnie i bezrybie na wędce, czuję mocne targnięcie. Niezdarnie staram się zaciąć - jak można się spodziewać - bezskutecznie.


jak łowić sandacza

SANDACZ PRZEZ TELEFON
Kiedy zakończyliśmy rozmowę, pośpiesznie zwinąłem wędkę. Sprawdziłem gumę, na której wyraźnie odcisnęły się ślady „psich” zębów. Pomyślałem sobie: „O wy zarazy... Jecie dzisiaj zdechłe rybki. Stoicie sobie na dnie i czekacie tylko na jakiś łatwy kąsek”. Wykonuję zatem podobny do poprzedniego rzut. Zamykam kabłąk i pozwalam gumie opaść na dno. Przynęta wlekąc się, stuka o kamienie i co chwilę lekko podczepia się o jakieś drobne zawady. Staram się likwidować luz na lince. Można powiedzieć, że łowię na przepływankę zestawem spinningowym. W ten sposób wykonałem kilka rzutów. Po kilkunastu minutach łowienia na kiju czuję wyraźne branie. Nie jest to sandaczowe puknięcie, a wyraźne targnięcie z dziwnym miękkim odjazdem. Tnę mocno i na wędce czuję fantastycznie pulsujący opór. Holuję rybę do brzegu. Piękny, złoty sandacz. Niewielki, ale złowiony na moją nową metodę. To bardzo cieszy. Po nim złowiłem jeszcze trzy - wszystkie na turlającą się leniwie po dnie przynętę. Tego samego dnia, popijając gorącą herbatę, zastanawiałem się dlaczego akurat tak to wszystko się działo. Dlaczego sandacz brał na „martwą gumę”, a nie chciał klasycznego opadu. Nie doszedłem do tego bo tak jak mówiłem nie rozumiem do końca sandaczy i od wielu lat systematycznie mnie zaskakują.

Następnym razem wybrałem się już przygotowany do nowego rodzaju łowienia. Zabrałem ze sobą znacznie delikatniejszy niż mój codzienny sandaczowy kij. Postanowiłem do tej metody zaadoptować wędkę o długości 9,6 stopy i ¾ oz ciężaru wyrzutu. Szybki kijek o bardzo łagodnym ugięciu. Można powiedzieć – klasyczny, rzeczny uniwersał. Do tego plecionka o wytrzymałości 4kg. Jako przynęty wybrałem sobie standardowe ripperki i kopytka w naturalnych kolorach małych rybek. Gumki postanowiłem obciążyć lżejszymi niż wcześniej główkami, 10-15 gram. Kiedy wykonywałem pierwszy rzut prosiłem sandacze, aby potwierdziły moje założenia. Chciałem, aby we wszystkich aspektach mojej teorii zgodziły się ze mną i brały moje „martwe gumki”. Pierwszy rzut wykonałem dosłownie wzdłuż brzegu, mocno pod nurt. Chwilkę czekałem, aby przynęta opadła i zacząłem prowadzić przynętę. To właśnie PROWADZENIE okazało się później kluczem do sukcesu. Starałem się, aby wabik spływał z nurtem po dnie lub w jego bezpośredniej okolicy. Nie wykonywałem żadnych ruchów szczytówką. Jedynie starałem się likwidować luz na lince. Leniwie tocząca się przynęta w pewnej chwili wpływa w coś, co przypomina starą żyłkę czy worek. Odruchowo zacinam i czuję zdecydowany odjazd. Poprawiam zacięcie i rozpoczynam holowanie ryby. „Oby sandacz, oby sandacz” - zaczynam mruczeć pod nosem. Po kilku chwilach udaje mi się złowić pierwszego zaplanowanego sandałka na... zdechłą gumę. Przyzwoita ryba. Dobra trójka. Rzucam dalej i po kilku chwilach sytuacja się powtarza. Branie zdecydowanie inne. Na wędce czuję klasyczne puknięcie, a linka zaczyna lekko przesuwać się ku środkowi rzeki. Tnę i kolejny sandałek ląduje w moich rękach. To jest to! Znalazłem swój sposób na sandacza. Po tym incydencie przez kilka lat starałem się dopracować szczegóły tej metody. Na jej skuteczność składa się wiele warunków. Najważniejszą kwestią jest miejsce planowanego połowu.

Najlepsze są odcinki rzeki z wyraźnymi umocnieniami brzegowymi. Świetne są kamieniste opaski i to najlepiej, aby nie były bardzo stare. Właśnie opaski to moje ulubione miejscówki. Ze względu na to, że niewielu wędkarzy wybiera ciągłe zmaganie z mocnym nurtem, kamieniste odcinki umocnionego brzegu to kawałki rzeki, gdzie można spotkać się z naprawdę dużą rybą. Kolejne dobre miejsce to napływ główki. Zwykle obławiane są warkocze, a ja upodobałem sobie napływy. Może i więcej się traci na zaczepach, ale zgodnie z zasadą gdzie patyki tam wyniki, uparcie łowię na napływach.


sandacze na spinning

PRZEPŁYWANKOWE ŁOWISKO
Wszystko teoretycznie przy wyborze stanowiska wydaje się być proste, jednak warunek konieczny to głębokość wody i siła nurtu. Mówiąc wprost, im głębiej, tym lepiej, jednak zwrócić należy uwagę, że rzeczny nurt plus duża głębokość, zdeterminuje zastosowanie nawet bardzo ciężkiego zestawu. Moim zdaniem 3-4 metry głębokości na średnim uciągu wody to optimum. W takich warunkach wystarczy przynęta na główce w okolicach 12-18 gram. Początkowo sama technika łowienia w takich miejscach wydaje się być dziwna i monotonna, ale kiedy opanujemy sposób na prowadzenie wabików z nurtem po dnie, otworzy się przed nami wielka tajemnica rzecznych drapieżników. Wielokrotnie obserwowałem na niewielkich rzekach klenie, jazie czy brzany, jak zajmowały takie miejsca. W krystalicznie czystej wodzie widziałem stada różnych ryb, które chroniły się w rynnach o znacznym przepływie. Podobnie dzieje się na dużej rzece. U podnóża opaski zwykle jest wypłukany przez wodę dołek, który ciągnie się wzdłuż umocnień. To właśnie dzienne stanowiska sandaczy, sumów i szczupaków. Zaraz za rynną jest znaczne wypłycenie, najczęściej w postaci usypanego z grubego żwiru garbu. Garb ten jest dla nas bardzo istotny. Jest bowiem czymś w rodzaju sygnalizatora o zbliżających się zaczepach.

Jeśli już znaleźliśmy sobie odpowiednie miejsce do poprowadzenia przynęty na sporym kawałku wody, możemy rozpocząć łowienie. Bardzo pomocny będzie długi kij. 3 metrowa wędka będzie idealna. Cienka linka również pozwoli nam na łatwiejsze penetrowanie dna. Gruba plecionka stawia w wodzie znacznie większy opór, przez co wpływa niekorzystnie na prowadzenie przynęty z nurtem rzeki. I teraz mój sposób na sondowanie dna. Kiedy straciłem podczas pierwszych wypraw kilkadziesiąt cennych przynęt, postanowiłem do tematu podejść bardziej funkcjonalnie. Kupiłem dobry kilogram okrutnie kiepskiej jakości główek i gum. Kiepskich, ale bardzo tanich. Za pomocą tych przynęt poznałem dno i wysondowałem dokładnie w których miejscach są największe dołki przy opasce. Gdzie są groźne zaczepy no i oczywiście ryby. Kiedy już wiedziałem więcej, przygotowałem prawidłowe...


sandacz na cykady

PRZYNĘTY I  SPOSOBY ICH STOSOWANIA
Numer jeden to oczywiście gumy. Ale nie takie jak stosujemy przy klasycznym łowieniu. Bardzo intensywna praca kopyt nie jest najskuteczniejsza. Najlepsze wyniki miałem na podłużne rippery w bardzo naturalnych kolorach. Miękka guma, perła z brokatem i czarny grzbiet. Świetne przynęty gumowe produkują Amerykanie. Fantastyczne kolory i świetnej jakości materiał. Możemy spośród przynęt zza oceanu wybrać prawdziwe perełki. Ripperek długi na 8 cm, w kolorze naturalnej uklei, opalizujące boki i ciemny zielonkawo - czarny grzbiet to zeszłoroczna rewelacja. Kolejna sprawa to wahadłówki. Zapomniane przez wielu, a dla naszych ryb nadal bardzo atrakcyjne. Wahadełka nie mogą być jednak byle jakie. Całkiem łowny jest gnom, dobry mors, ale rewelacyjnie sprawdzają się miedziane wahadłówki wykonywane przez trociarzy z Pomorza. Ich zaletą jest to, że pracują nawet w chwili, gdy my nie nawijamy linki. Podczas opadu ciągle wabią rybę. Ważne jest tylko, aby nie były całe miedziane. Powinny mieć cynowane lub posrebrzone elementy. Wahadłówką musimy łowić troszkę inaczej niż standardowo. Rzucamy bez zmian, czyli mocno pod nurt, powiedzmy kilka metrów za koniec opaski. Staramy się wychwycić chwilę, gdy wahadło opadnie na dno. Dopiero wtedy rozpoczynamy właściwą pracę. Pracujemy kijem, a kołowrotkiem likwidujemy luz plecionki. Podnosimy lekko szczytówkę i pozwalamy blaszce spływać z nurtem. Kasujemy luz i od nowa. Pora na koguta. Koguty sandaczowe to historia polskiego łowienia na zbiornikach zaporowych. W naszych warunkach łowienia na wleczoną przynętę wydaje się być nieskuteczny... Jednak praktyka wygląda znacznie inaczej. Odpowiedni kogut wykonany z naturalnych materiałów pracuje w nurcie nawet wtedy, gdy bezwładnie leży na dnie. Cała sprawa uzależniona jest od jakości wykorzystanych materiałów. Jeśli kołnierz koguta będzie zbudowany z sierści sarny, lisa czy zająca, będzie falował zawsze, jeśli będzie to kawałek byle jakiej nici czy kryzy, nie przyda nam się wcale. Do tego jeszcze pióra na ogonie. Te dobre falują nawet leżąc na dnie rzeki. Doskonale imituje to niewielką rybkę chowającą się przed drapieżnikami. Ogromną przewagą koguta podczas naszego wędkowania jest to, że bardzo szybko osiąga dno nawet przy wadze 12g. Kogut 18g to optimum. Te trzy grupy przynęt w zupełności wystarczą. Zasada jest taka, że na pierwszy ogień idzie guma, potem zawsze kogut. Ostatnią deską ratunku jest miedziana wahadłówka.


wobler na sandacza

Zagłębienia pod umocnieniami brzegowymi to stanowiska innych ryb. Często w ten sposób możemy złowić dużego bolenia. Naszą przynętą będą interesowały się sumy i szczupaki. Jednak najciekawszym przyłowem jest brzana. Sandaczowa przepływanka to metoda skuteczna podczas dnia. Ryby zajmują właśnie wtedy podnóża opasek i przyklejone do dna oczekują na wieczorne żerowanie. Najczęściej podczas popołudniowej sjesty nie atakują przynęty prowadzonej w tradycyjny sposób. Nie są agresywne. Jednak wleczona z nurtem przynęta potrafi wyzwolić u nich agresję lub ochotę na deser po porannym jedzeniu. To bardzo ciekawe i atrakcyjne wędkowanie. Nie trzeba zrywać się w środku nocy aby trafić na 2 godziny intensywnego żerowania rybek w ich klasycznych żerowiskach. Nie trzeba czekać na to, aż wędkarze z zestawami gruntowymi zwolnią szczyty główek. Ja wychodzę najczęściej wtedy nad wodę, gdy inni z niej schodzą. Największy bowiem urok rzeki jest wtedy, gdy jesteśmy z nią sami.

autor: Remigiusz Kopiej
foto: Jacek Karczmarczyk

SKOMENTUJ TEN ARTYKUŁ

przeczytaj więcej o:
łowienie sandaczy w zbiornikach zaporowych
czerwcowe sandacze
sandacz z opadu
jesienne sandacze
patologiczne sandacze

zobacz też:
koguty sandaczowe
przynęty spinningowe


Zgłoszenie nadużycia
Temat zgłoszenia
Opis problemu:


Zgłoś nadużycie

Udostępnij ten artykuł:
Facebook Google Bookmarks Twitter LinkedIn

Oceń artykuł
koronka1koronka2koronka3koronka4koronka5

lista najnowszych
Czas letniej kanikuły
napisane 2018-08-01 00:00 przez: Admin
Kończąca się noc powoli odsłania wszystkie zakamarki na przeciwległym brzegu niewielkiej nizinnej rzeczki. Gdzieś wśród traw powoli odzywają się ptaki, zza horyzontu podnosi się jeszcze przydymione mgłą słońce. Woda w rzece szumi ...
Szczupacza alternatywa
napisane 2018-06-15 00:00 przez: Admin
Wbrew obiegowej opinii, szczupak to nie byle jaki przeciwnik. Szczególnie w wodach przełowionych, gdzie każdego dnia lądują dziesiątki przeróżnej maści przynęt, nasz przeciwnik staje się wyjątkowo wybredny. Wielu doświadczonych ...
wędkarstwo skandynawia
napisane 2018-02-22 00:00 przez: Admin
Od kilku lat zimowe wieczory spędzam nad mapą Skandynawii. Wówczas powstają w głowie marzenia, które jak się okazuje, można czasem przy odrobinie sprzyjających okoliczności zrealizować. Wymyśliłem sobie kiedyś rzekę, w której ...
okonie na spinning
napisane 2018-02-05 00:00 przez: Admin
Kiedyś mój sympatyczny kolega opowiedział mi historię niewielkiego, miejskiego jeziorka, które stało się dla wielu wędkarzy polem manewrów rekreacyjnych. Łowiono tam zwykle drobne płotki na robaczka, bo jak wszyscy opowiadali, nie ...
wędkarstwo podlodowe
napisane 2017-12-04 00:00 przez: Admin
Wędkarstwo podlodowe ma wiele odmian. Zwykle kojarzy się nam z przycupniętym nad przeręblem mężczyzną, wpatrującym się w drobniutki spławiczek. Inna szkoła to operowanie mormyszką, na której końcu zawieszony jest mulak. Ja chciałbym Wam ...
szczupak z płytkiej wody
napisane 2017-11-23 00:00 przez: Admin
Przyznam się Wam, że jest pewien sposób łowienia szczupaków, który wywołuje u mnie wielkie emocje za każdym razem kiedy o nim pomyślę. Kiedy tylko wyobrażę sobie wielkie i płytkie blaty porośnięte gęstą roślinnością, ...