Nie jesteś zalogowany/-a ZALOGUJ SIĘ lub ZAREJESTRUJ SIĘ
Jesteś tutaj: Corona-Fishing > Artykuły > „Taktyka to podstawa…” , czyli o spławikowych zawodach wędkarskich.
Artykuły
„Taktyka to podstawa…” , czyli o spławikowych zawodach wędkarskich.
2008-08-18 22:30
„Taktyka to podstawa…” , czyli o spławikowych zawodach wędkarskich.

Corona - Fishing 08-2008,
Rozmawiamy z Panem Pawłem, czynnym zawodnikiem biorącym udział w spławikowych zawodach wędkarskich. O początkach, przygotowaniach, taktyce, sportowej rywalizacji, szkoleniu młodzieży… Zapraszamy do lektury.


Corona - Fishing.: Panie Pawle na początek bardzo tradycyjnie. Jak to zaczęło się u Pana?
P. : Zaczynałem bardzo podobnie jak wielu wędkarzy, nie tylko zawodników, czyli poprzez wspólne wędkowanie z ojcem. Jednak tamte czasy, to zupełnie inny sprzęt. Wtedy standardową wędką zawodniczą były baty szklane (Germina) o długości 7 m, które ważyły około 2 kg (śmiech).
 
C.F.: Czyli więcej niż dzisiaj 13 metrowe tyczki?
P. : Dokładnie. Powiem więcej – dzisiaj 13 metrowa tyczka waży 800 - 1000 gramów. Poza tym wtedy było zdecydowanie inne łowienie. Inne też było wyposażenie wędkarskich sklepów. Czasami naprawdę z dużą trudnością można było kupić białe robaki. Za to popularne były hodowle białych robaków. To tak jak w filmie o 40 – latku. Ustawiała się kolejka i ktoś z tyłu krzyczał: „Sprzedawajcie po 2 łyżki, żeby starczyło dla wszystkich”. A teraz idziemy do sklepu i mamy żółte, czerwone, pomarańczowe, białe, a ostatnio nawet granatowe. Następna bardzo ważna sprawa to kwestia żyłek. Dziś praktycznie stosuje się żyłki fluokarbonowe. Popularne są żyłki niewidoczne, których cena za 50 metrów wynosi 50 zł. Drugą rzeczą jest to, że nie było np. haczyków. Do dziś krąży wśród zawodników legenda. Jeden z czołowych polskich wyczynowców, w czasie swoich wyjazdów na zawody międzynarodowe, dostawał od zagranicznych kolegów garstkę haków. Za taki prezent mógł w Polsce kupić sobie małego Fiata. No, ale wracając do zawodów. Nasi ojcowie najczęściej zrzeszani w jakiś kołach przyzakładowych organizowali sobie zawody koleżeńskie. My jako dzieciaki bardzo często braliśmy udział jako pomocnicy w tych zawodach. Starsi robili ognisko, piekli kiełbaski, a postawione na sztorc wędki były dla nas wielkim obiektem zainteresowania. Co jakiś czas któryś z chłopaków podbiegał do wędki, uderzał w nią ręką tak, aby zadzwonił dzwoneczek.

C.F.: No właśnie. Kiedy zabawa z tatą przerodziła się w początek Pana prawdziwego łowienia?
P.: Od pierwszej wędki, którą dostałem od Ojca (BAMBUS). Potem po wielu latach przerwy jeden z najwyższych modeli bata 8m, który waży troszkę powyżej 400 gramów. Doskonale ją pamiętam i łowię na niego do tej pory.

C.F.: Panie Pawle proszę nam opowiedzieć jak wyglądał pierwszy start w zawodach?
P. : Hmm, frycowe trzeba było oczywiście zapłacić. Wylosowałem ponoć bardzo dobre stanowisko. Wyglądało to dość komicznie, bo wszyscy łowili na 13 metrowe tyczki, wyposażeni w profesjonalne kombajny, a ja na zwykłym turystycznym krzesełku z 8 metrowym batem. Uplasowałem się w środku tabeli. Po tych zawodach przyszedł czas na przemyślenia. Zaczęło mnie to wszystko korcić. Jedyną wtedy dla mnie przeszkodą były zaporowe ceny sprzętu. Jeszcze 4 lata temu 13 metrowa wędka kosztowała 7 - 8 tys.

C.F.: A dziś?
Dziś już nadszedł czas, że jestem wyposażony w pełni profesjonalnie. Zakupiłem kombajn, nową, 13 metrową wędkę z kilkoma topami. No i oczywiście dodatki. Niewątpliwie, aby być uniwersalnym zawodnikiem i startować w różnych miejscach w kraju trzeba takich wędek mieć co najmniej dwie z kompletami topów do nich. Jedną mocniejszą, przeznaczoną na łowienie większych ryb lub na rzece, drugą lżejszą, przeznaczoną np. do łowienia na kanałach. Do tego kilka topów i tak wyposażeni  możemy organizować jakieś pierwsze zawody. Także widzicie ile to całe wyposażenie kosztuje.

C.F.: A proszę powiedzieć jak wygląda sprawa dotarcia do zawodów i pierwszych występów? Jak wejść w tą zawodniczą hierarchię?
P.: Najczęściej zaczyna się od drobnych zawodów, typu zawody towarzyskie w kołach potem mistrzostwa koła czy puchar starosty, później przychodzi czas na start w zawodach poważniejszych – o randze GP okręgu czy GP Polski lub innych komercyjnych ligach. Tam zbiera się punkty i klasyfikacje w rankingu Grand Prix. Na końcu wyłaniany jest mistrz okręgu lub ligi. Te ligi są bardzo atrakcyjne dla zawodników, dlatego, że organizatorzy fundują często interesujące nagrody.

C.F.: Panie Pawle czy zawodnik łowi czasem rekreacyjnie, prywatnie?
P.: Czasem się zdarza. Najczęściej jednak łowienie poza zawodami jest treningiem i przygotowaniem… do zawodów. O ile czas pozwala, to staram się być w tygodniu około 2 do 3 razy na rybach.

C.F.: Czyli, ciężka praca.

P.: I to wcale nie jest śmieszne. Najczęściej bywa tak, że samo przygotowanie do zawodów – rozstawienie wszystkich klamotów - trwa czasem i dwie godziny. Ale jak już dochodzi do łowienia (a staramy się łowić zawsze w 2-3 osoby), siadamy obok siebie i łowiąc wymieniamy spostrzeżenia, nawzajem dając sobie wskazówki.
 



„Taktyka to podstawa…” , czyli o spławikowych zawodach wędkarskich.

C.F.: Jak wygląda wędkarski tydzień zakładając, że w niedziele wybieracie się z drużyną na zawody?
P.: Poniedziałek – czwartek to zwykle treningi w Warszawie lub okolicach i oczywiście rozmowy na naszych cotygodniowych spotkaniach. W piątek jedziemy już na miejsce. W sobotę rano rozpoczynamy dzień od jakiegoś smacznego posiłku i dzień poprzedzający zawody w całości poświęcamy na trening i łowienie. Staramy się testować wszystkie najdrobniejsze szczegóły, bo to często one decydują o końcowej klasyfikacji.

C.F.: Istnieją standardy dotyczące przeprowadzenia zawodów?

Zgodnie z najnowszymi zmianami, na wszystkich ogólnopolskich zawodach obowiązuje tzw. Obowiązkowy trening. Później jest losowanie sektorów. Jest komenda do tego, żeby nęcić, następnie żeby łowić. Na końcu jest sygnał 5 minut do końca i ostatnia komenda informująca o zakończeniu zawodów salwa z pistoletu lub syreny. Wtedy wyciąga się kij do góry i następuje ważenie. Wszystkie ryby do wody i można się zacząć pakować.

C.F.: Czy zanęta na zawody jest identyczna jak w przypadku tradycyjnego łowienia?

P.: Nie, nie, to zupełnie dwie różne sprawy. Zanęta zawodnicza jest zdecydowanie inna od tej, nazwijmy ją - rekreacyjnej.

C.F.: Czyli z tego co Pan mówi, przygotowanie do takich spławikowych zawodów, to taktyka, taktyka i jeszcze raz taktyka?
P.: Zgadza się. Bez tego można zapomnieć o sukcesie.

C.F.: Wiemy, że przy sklepie Pana Andrzeja skupionych jest kilka osób, które biorą czynny udział w spławikowych zawodach wędkarskich. Dowiedzieliśmy się również, że oprócz seniorów startują juniorzy. Proszę opowiedzieć o tych najmłodszych wędkarzach.
P.: Tak to prawda. Jeśli chodzi o juniorów jest chociażby Ola, która od jakiegoś czasu startuje w zawodach w wędkarstwie spławikowym. Na mistrzostwach Polski kadetów zajęła drugie miejsce w okręgu mazowieckim. Pierwsze miejsce zajął chłopak z Wołomina. Na mistrzostwach Polski była 9. Dodam tylko, że to był jej pierwszy występ na tak dużej imprezie.

C.F.: Ile ma lat?
P.: Ma 14 lat.

C.F.: Jak wygląda praca trenera w przypadku tak młodego zawodnika?

P.: Na zawodach zajmuję się opieką, podpowiadam jej i daję wskazówki. Stoję za nią i mówię o swoich obserwacjach.

C.F.: Na pewno jest Pan dumny z sukcesów podopiecznej?

P.: Dzień przed zawodami połowiła doskonale. Niestety na treningu nie podaje się wyników, ale patrzyliśmy dookoła i wypadała bardzo dobrze na tle konkurencji. Złowiła jakieś 2 kg ryby. No i rozpoczęły się zawody. Wylosowała nienajgorsze stanowisko, ale po bokach miała dzieciaki, które startowały całkowicie amatorsko, bez jakiegokolwiek zaplecza. Z takiej właśnie przyczyny więcej płoszyły ryby niż łowiły. Pierwszego dnia była 10, a drugiego dnia 3 w swoim sektorze. Warunki były bardzo trudne – dokuczał straszny upał i ryby weszły w łowisko dopiero po 1,5 godziny.

C.F.: Dobra, uciekamy od zawodów. Jedziecie z kolegą pierwszy raz nad jeziorko, totalnie dla Was nieznane. Nastawiacie się na liny, gdyż wiecie, że w wodzie pływają piękne okazy tej ryby. Jak to wygląda krok po kroku?
P.: Tu sprawa wygląda troszkę inaczej. Na początku robimy mały wywiad i idziemy oglądać brzeg oraz wodę. Trzeba sprawdzić ciekawe miejsca, poszukać stanowisk tubylców. Obieramy sobie wtedy dogodne dla nas stanowisko i do tego łowiska odpowiednią metodę łowienia. Kolejne sprawy są bardzo podobne jak w przypadku zawodów. Znowu jest sondowanie dna łowiska i jakieś wstępne nęcenie.

C.F.: Proszę nam powiedzieć jak wygląda sprawa zaopatrzenia? Gdzie taki warszawski wędkarz – zawodnik zaopatruje się w potrzebne mu rzeczy?
P.: W Warszawie jest kilka sklepów, które oferują sprzęt wyczynowy. Jest parę takich, gdzie kupimy większość potrzebnych nam rzeczy. Ja zwróciłbym uwagę na sklep Andrzeja, w którym wędkarz może wybrać dla siebie bardzo profesjonalny sprzęt z najwyższej półki i to naprawdę w bardzo korzystnych cenach.

C.F.: W sklepie na Twardej widzieliśmy także sprzęt spinningowy, rękodzieło. Jednym słowem - wiele wyjątkowych produktów.
P.: Tak, zgadza się. Z tego tytułu, że wokół sklepu skupionych jest wielu specjalistów tej dziedziny wędkarstwa, na sklepowe półki trafiają produkty wykorzystywane właśnie przez nich - profesjonalistów.

C.F.: W jaki sposób zdobywacie klientów?

P.: Sklep prowadzony jest wiele lat. Słynie wśród wędkarzy z tego, że każdy klient traktowany jest tu bardzo indywidualnie. Każdy tu może przyjść i zawsze traktowany jest jako kolega znad wody. Bardzo często zdarzają się nam takie sytuacje, że klient przychodzi i zamawia coś, co znalazł w Internecie na jakiejś zagranicznej stronie. Szuka produktów, których nie sposób kupić jest na polskim rynku. Druga bardzo ważna sprawa to to, że do naszego sklepu przychodzą ludzie, którzy wymagają ogromnej wiedzy ze strony sprzedawcy i profesjonalnej obsługi.

C.F.: Tak jak sobie tu rozmawiamy, ja rozglądam się po półkach i widzę wiele produktów takich, których nie kupi się w innym warszawskim sklepie.

P.: Dokładnie. Do sklepu przychodzi wielu zawodników – to już ustaliliśmy. Część z nich łowi na bardzo wyszukane przynęty czy wędki. I wiesz, jak taki człowiek przyjdzie 1 czy 2 razy i nie znajdzie tutaj szukanego przez siebie produktu, to pójdzie szukać go gdzie indziej. My nie możemy pozwolić sobie na utratę takiego klienta. Oni są dla nas kluczowi. Stąd taki towar na półkach.

C.F.: A czy Pan jako stały bywalec sklepu umiałby tych klientów jakoś podzielić?
P.: Tak i to jest bardzo ciekawe. Można powiedzieć, że największą grupą klientów są wędkarze, którzy doskonale wiedzą, czego potrzebują. Przychodzą po prostu do sklepu, kupują paczkę białych robaków, żyłkę 0,30 i idą „łowić”. Druga grupa to tacy, którzy szukają, dyskutują, pytają, chcą się czegoś dowiedzieć i podzielić swoimi doświadczeniami. Ostatnią grupę stanowią wędkarze dość zamożni, którzy z dużą determinacją przychodzą do sklepu po wcześniej upatrzony produkt.

C.F.: Dziękujemy za wywiad.
P.: Dziękuję.


Zgłoszenie nadużycia
Temat zgłoszenia
Opis problemu:


Zgłoś nadużycie

Udostępnij ten artykuł:
Facebook Google Bookmarks Twitter LinkedIn

Oceń artykuł
koronka1koronka2koronka3koronka4koronka5

lista najlepszych
Po tamtej stronie rzeki...
napisane 2009-02-18 00:00 przez: Admin
Udało mi się szczególnie dokładnie poznać szczupaka, choć nasze pierwsze spotkanie było dla niego mało przyjemne. Pamiętam, że uwiesił się na moim brązowym woblerku. Był malutki, miał może ze 40-45cm. Wypuszczony do wody zniknął w ...
sandacz z głębokiej wody
napisane 2011-10-19 00:00 przez: Admin
Kolejna sandaczowa wyprawa już za nami. Ponownie zmierzyliśmy się z cwanymi sandaczami, które żyją w bardzo głębokiej wodzie. Staraliśmy się realizować plany i założenia o których to wspólnie dyskutowaliśmy podczas wielu ...
okoń z płytkiej wody
napisane 2008-10-01 00:00 przez: Admin
Dziś przyzwoite okonie widzimy najczęściej przeglądając foldery czy katalogi reklamujące wędkarskie wyjazdy do Skandynawii. Nasze rodzime okonki łowione są najczęściej na mikro gumki uwieszone na bocznym troczku. Najczęściej też te nasze ...
Mroźne hariusy
napisane 2012-07-08 00:00 przez: Admin
Jak daleko jest do miejsca gdzie słońce nie zachodzi i nie wschodzi? Jak daleko jest do świata totalnej magii i wędkarskiej euforii? Do pięknego świata dzikiej przyrody, gdzie rzeki niosą czystą jak kryształ wodę, a ryby nie widziały nigdy ...
pstrąg na wobler
napisane 2012-05-21 00:00 przez: Admin
Środek lata to czas, kiedy mamy szansę złowić najpiękniejszego i najbardziej dzikiego pstrąga potokowego. Niewielkie rzeki stają się dla ryb idealnym schronieniem. Przez letnie miesiące spokój dziewiczych rzeczek był burzony jedynie przez ...
sandacz na płytkiej wodzie
napisane 2012-06-20 00:00 przez: Admin
Upalne, czerwcowe popołudnie, dawało się we znaki. Żar lejący się z nieba i piknikowy klimat nad miejską rzeką. Dostawałem już szału. Setki wykonanych rzutów przyniosły jedynie godziny bezowocnego zmieniania przynęt. Co jest, dlaczego ...
Raty 0%
0.09 s