
Grupy
| Autor | Wypowiedzi | |||
|
Dzięki Cykadass za wyróżnienie.![]() Podzielam generalnie Twoje zdanie na tematy ochrony wód, niszczenia ich przez oszołomską rekreacyjność( patrz: kajaki na Bystrzycy),olewanie przyrostu wydr, kormoranów etc, MEWKI( bo kasę można sobie nabić), etc etc etc. Nie ma zarządzania wodami. Przyspawane tyłki prezesów, którzy oglądają wody z leżaka usytuowanego nad karpiowym łowiskiem, najlepiej specjalnym , nie dają się oderwać nawet granatem. Chyba , że jest to granat w postaci soczku dolewanego do drinka. ![]() Dynamika przyrostu zakazów jest oszałamiająca, i normalnemu wędkarzowi coraz trudniej nadążyć za wciąż nowymi przepisami. Bałagan jest wszechogarniający, i nie do ogarnięcia. CO do młodzieży wędkarskiej , to znów niestety masz rację. A gdzie stare obyczaje dobrego wychowania, a gdzie szacunek do starszych z wiedzą zdobywaną latami, w śniegach, mrozie, w słońcu, spiekocie? Mądrzą się po tych forach, i zadają pytania w rodzaju: jaki kołowrotek do Shimano "coś tam". Drewniany kurna, tak jak ich głowy. A jak im coś nieopatrznie doradzisz, to wpadłeś , bo zaraz zaczną Ci udowadniać, że ten tańszy to lepszy, że ten niebieski to super w porównaniu do tego czerwonego. Groza wali z wędkarskich forów. Pozdrawiam i Zdrowia życzę przez duże "Z". Andrzej-Papaja |
|||
|
|
|||
|
Na pierwszej fotografii (są to fotokopie starych zdjęć) jest pstrąg „w gumce”. Takiej , zwykłej gumce ze słoika z pasztetem. Starsi wędkarze na pewno pamiętają te pasztety. Były takie same, jak komuna. Otóż mój bohater, nie wiadomo w jaki sposób, wpadł w ową gumkę. Pstrąg rósł, gumka w wodzie twardniała, jej krawędzie stawały się coraz bardziej ostre i skutek jest doskonale widoczny – powoli wżerała się w ciało i je cięła. Na drugiej fotografii jest już inny pstrąg. Kiedy złowiłem go pierwszy raz w miejscu płetwy ogonowej miał krwawiącą obficie ranę, pusty, czerwony kikut… |
|||
|
|
|||
|
...coś to nikt nie odpowiada a czytają czytają bo sprawdzałem ![]() a odpowiedz taka prosta... wystarczy nico o lorbaskach poczytać, pooglądać je w naturalnym środowisku. Ale co tam. W naturze jest taka zasada, którą kierują się wszystkie zwierzęta. Chodzi o zdobywanie pokarmu za wszelką cenę. W sytuacjach kryzysowych dla organizmu dany osobnik jest zmuszony do pobierania pokarmu bez tzw. wstępnej analizy otoczenia. Nie jest już tak mocno istotny temat zagrożenia itp... Trzeba jeść bo jak nie ja zjem to mnie zjedzą. W dzikiej rzece nie ma miejsca na ból... to pojęcie jest dla ryby obce. Jest tylko żarcie i rozmnażanie. Prawdopodobnie było tak że oba złowione pstrągi były mocno wyczerpane i za wszelka cenę musiały jeść coś co było łatwe do złapania i do tego kaloryczne, Nie miało znaczenia zagrożenie. Myślę tez ze zajeły stanowiska nico inne od klasycznych czyli takie gdzie konkurencja była mniejsza a jednocześnie dostęp do pokarmu większy... czyli widziałeś je Panie Sławku na 5 kilometrów
|
|||
|
|
|||
|
Kiedyś, bardzo dawno temu, ha, ha, miałem doświadczalny staw. Miałem także pewien zapas cienkiego, srebrnego drutu. Dzięki posiadaniu tych dwóch „drobnych” rzeczy sporo dowiedziałem się dodatkowo o zachowaniach ryb ( poza wędkarskim doświadczeniem i obserwacjami w naturalnych warunkach). Jeśli ktoś np. pisze, że pstrąg (lub w ogóle jakikolwiek gatunek) jest „głupi”, bo np. dał się złowić na drugi, lub trzeci dzień ponownie, tzn., że sam jest głupi, ha, ha…. Wyciąganie takich wąskich wniosków na takich podstawach świadczy o kompletnej nieznajomości świata zwierząt… Do tematu jeszcze wrócę, bo to przecież piękny temat… Nieprawdaż? |
|||
|
|
|||
|
I jakoś cisza tutaj. Tak trochę myślałem o tym wszystkim , i doszedłem do wniosku że każdy pstrągmen powinien przeczytać, chodź parę książek Karola Maja. Dla wtajemniczonych Wielki Mamitou ![]() |
|||
|
|
|||
|
No tak, Remik, prawie się z Tobą zgadzam w 100%... Jednak ja zawsze szukam i znajduję drugie dno. Te pstrągi są dowodem ( a złowiłem takich wiele…) na istnienie pewnej iluzji w intencjach i marzeniach sporej części wędkarzy – głównie tych, którzy z praktyką jeszcze nigdy się nie zetknęli, albo nie potrafią należycie wyciągać z niej wniosków… Skoro tak „pokiereszowane” ryby mogą przeżyć i normalnie żerować, to w takim razie w jakim stopniu jest uzasadnione ( co dzieje się ostatnimi czasami) obwinianie o wszelakie zło haczyka z zadziorem?, ha, ha… Jak zwykle, pomysły działaczy są bardzo infantylne i obliczone na poklask małolatów z ramienia partii „mięczaków”… Mógłbym w każdym, najmniejszym szczególe, opisując czas, miejsce, moje zachowanie i postępowanie uzasadnić, dlaczego te ryby przeżyły… Tylko po co? I tak nikt ( prawie ) mnie nie zrozumie i nie weżmie sobie moich refleksji do serca… Machina ruszyła. W samym RAPR – ie jest wiele „przepisów” o wiele groźniejszych dla populacji ryb od skutków działania haczyka z zadziorem… Dlatego to mnie śmieszy i martwi zarazem… Zastanawiam się nieraz, kiedy głupota w naszym kraju sięgnie dna… I czy będę mieć czas na poszukanie drugiego dna, ha, ha… |
|||
|
|
|||
|














