|
Witaj Zimo!
|
| 2011-12-14 00:00 |
WITAJ ZIMO…
Wreszcie jesteś…Tak długo czekałem na Ciebie. Witam Cię z otwartymi ramionami i łzami w oczach, które zimny wiatr próbuje wyrwać mi spod powiek. Czekałem na Ciebie, jak niemowlę na matczyny sutek. Świder wyostrzony, nowe żyłki nawinięte, zapasy kiwoków, błystek i mormyszek uzupełnione…Do pełni szczęścia brakuje mi tylko Twojej dobroci i wyrozumiałości. Musisz być ostra i zimna, jak flacha mocnego trunku wyciągnięta z zamrażarki. Nie lubię Cię, gdy kaprysisz i zachowujesz się, jak zdesperowana baba…Raz masz chmury w oczach, raz słońce; raz mrozisz żyły swoim zimnym spojrzeniem, aby za chwilę z fałszywym ciepłem próbować mnie przytulić do piersi…Nie, nie chcę Cię takiej…Masz być taka, jaka powinnaś być – mrożna i bezlitosna…Jak Królowa Śniegu z baśni Andersena. Musisz skuć lodem wszystkie zbiorniki na co najmniej trzy miesiące…Tak, jak wtedy…1995/96. I uważaj! Bo poszukam sobie „nowej mamusi” np. w Norwegi…
No, dość tych roszczeń i marzeń…Wiadomo, jak będzie…Na nową mamusię mnie nie stać, a „stara” będzie taka, jak zwykle…Nieprzewidywalna, jak wszystko w Polsce…Żeby chociaż połowić z kilkanaście dni…Pamiętam pewną zimę, jak tylko kilka dni można było wejść na lód…Dałem wtedy dupy, bo była jakaś ważna robota, nie wziąłem urlopu i normalka - w piątek zmiana pogody, całą noc deszcz i …w wolną sobotę mogłem tylko podreptać z ugotowanymi nerwami wzdłuż brzegu…Robota nie zając, a lód jest zwykle taki, jak „polski lud”…Przeważnie kruchy, zalany wodą i cieniutki, jak Bolek.
Nie lubię łowić na „pierwszym lodzie”, chociaż zwykle z niego wyciąga się najwięcej ryb. Nie bawi mnie duża ilość brań i ciągle mokre dłonie. Znam „specjalistów”, którzy chwalą się setkami złowionych okoni w ciągu dnia. Wg mnie tacy sami z nich „specjaliści”, jak wśród myśliwych „kaczy śrutownicy”, albo „pogromcy” zajęcy…
Uwielbiam wczesny świt i urok całej ceremonii podlodowego łowienia. Skrzypiący pod nogami śnieg, szczypiący nos i uszy wiaterek. Wkoło biel i pokryte nią plamami czarno – brązowo - ciemnozielone góry…Pierwsze uderzenie pierzchni, albo zgrzyt świdra…Sygnał padł. Startujemy. A kto nie lubi wpuścić „robaczka” do dziewiczej dziurki…No kto?
Choć nie wierzę w Boga, to jednak pragnę Go i chcę, aby był. Bo nie wierzę także, że tyle pięknych chwil los dał mi przypadkiem. Ot, tak sobie…Masz Sasza i się ciesz, albo nie…Piękno marszczy mi nos i wyciska łzy, które siłą woli wgniatam z powrotem. Na swoje miejsce, głęboko ukryte. Godne mężczyzny. Wędkarstwo to „zajęcie”, na które powinno się zasłużyć. Choćby jedną, jedyną, z „siłą” schowaną łzą…I żeby właśnie Bóg to ujrzał…
|
|
Stary, dobry wobler...
|
| 2010-09-28 13:51 |
Człowiek z wiekiem prawdopodobnie mądrzeje i nabiera powoli coraz bardziej racjonalnego i praktycznego stosunku do rzeczywistości. Kończą się fascynacje, miłości, uniesienia, wzloty i twardego tyłka już nie stać na bolesne upadki…Rany goją się dłużej i są bardziej bolesne. Ja jestem na krawędzi dwóch stanów; jednego dnia jestem młodym, pełnym pomysłów człowiekiem, żeby następnego dnia ze zwieszonym nosem (szczególnie przed lustrem) popaść w zły nastrój i z rezygnacją przyjąć myślenie starego zgreda. Bujam się na tej krawędzi, jak naćpany jegomość na przydrożnym krawężniku…
Mój stosunek do woblerów był i jest taki sam, jak do kobiet. Kiedyś patrzyłem na piękno. Harmonię linii i kształtu. W głębi dużych i wyrazistych oczu szukałem tajemnic możliwości. W nakładających się łagodnie cieniach kolorów szukałem spełnienia swoich dziecięcych i kolorowych snów. Idealna krągłość kształtów i rytmicznie, kusząco kręcąca się i biksująca pupeczka, błyskająca odkrytym nad nią boczkiem… Taki miał być wobler – ideał i koniec gadki. Dziś jest zasadniczo inaczej. Nie musi być piękny, ani super wymalowany. Nie musi być idealny w linii i kształcie. Nie musi bezbłędnie, rytmicznie pracować pupką; więcej, wskazane, aby jak pijana stara baba, od czasu do czasu potknął się na kamieniu, zatoczył i wężem próbował złapać równowagę. Zamiast prania i gotowania niech potrafi mi towarzyszyć i być pomocnym w trudnych sytuacjach. Nie wymagam od niego zbyt wiele, ale w pewnych sytuacjach chcę,żeby zachowywał się tak, jak na to liczę, czyli w sposób przewidywalny i pewny, z góry ustalony i niezmienny. Jesteśmy już przecież tak bardzo „dorośli”. Ja i mój stary, i dobry wobler…
|
| Wreszcie "Mamuśka" zgodziła się na moją "przeprowadzkę" do Sulikowa. Internet dla wielu "kościelnych babek" to "diabeł wcielony". Ciągłe poruszanie między Zgorzelcem, a Sulikowem wykańczało mnie fizycznie i psychicznie, że już o ekonomicznym nie wspomnę, ha, ha..Teraz koledzy "zabawimy się", bo wędkarstwo to przecież zabawa. Kto tak nie sądzi, niech podniesie rękę z wędką do góry????
|
|
Internet
|
| 2009-01-23 08:48 |
Minął właśnie rok poznawania zupełnie nowego dla mnie świata. Przekonałem się, że rzeczywiście jest to świat niezwykły i wraz z telefonem komórkowym sprowadza wszystkie wynalazki ludzkości do piwnicy. Jest nie tylko wynalazkiem, już stał się i ciągle będzie ojcem następnych odkryc i motorem postępu ludzkości. Kiedyś ludzi w szybkości postępu cywilizacyjnego hamowała ślimacza informacja i brak odpowiednich warunków do jej wymiany. Technologie i nowe pomysły zdobywano przy pomocy wojen, tortur i innych równie mało humanitarnych środków. Często przypadkowo, o ile celem napaści była grabież, lub „nawracanie niewiernych”. Teraz ludzie mogą pokojowo dzielic się radością swojej wiedzy. Nie muszą z mieczem i katapultą zaspokajac pragnienia swojej ciekawości. Wystarczy do tego użyc małej elektronicznej myszki. No, właśnie – myszki. A biedne zwierzęta? Nie rozwijają się tak szybko, nie nadążają a człowiekiem, stoją wręcz w miejscu, bezradne…
Spójrz w oczy zwierzęce, człowieku…I opamiętaj się. Jeśli masz w sobie choć odrobinę tych cech, które tak z dumą podkreślasz, bo właśnie one Cię od zwierząt różnią – to dostrzeżesz w nich niemy okrzyk rozpaczy i usłyszysz ciche, piskliwe wołanie o litośc.
|
|
Melancholia jesieni.
|
| 2008-10-05 00:29 |
| Siedzę sobie w sulikowskim warsztacie i spoglądam przez okno. Moja mama ma piękny ogród, pełen przeróżnych kwiatów, krzewów i drzewek ozdobnych. To Ona nauczyła mnie kochac rośliny, zwierzęta, przyrodę w ogóle. Teraz wszędzie robi się złoto ( ulubiony kolor kobiet, pstrągarzy i złodziejów ), jakby kamień filozoficzny wreszcie się odnalazł. Patrzyłem się na kwiaty i ogarnął mnie smutek. Jesienią, złotego czasu odchodziłem od swoich żon i razem z nimi zostawiałem, niestety, czteroletnich synków. I właśnie tu, w Sulikowie. Przez swój egoizm i fanatyzm zostawiłem dwójkę małych dzieci, bo honor i wędkarstwo były jak zwykle najważniejszymi sprawami...Zawsze mówię, że w swoim życiu niczego nie żałuję...Ale kiedy przychodzi jesień - widzę wielkie ze zdziwienia oczy Kacpra i słyszę jego pełne rozpaczy pytanie : " Tato, gdzie ty idziesz ? ". Kiedy coraz zimniejszy wiatr porusza spadające po chwili złote liście marszczy mi się nos, a oczy robią wilgotne... Czy naprawdę niczego w swoim życiu nie żałuję?...
|
Witam wszystkich!
Dośc długo zastanawiałem się, czy mam "zablogowac". Wydawało mi się to zjawisko trochę dziwne. Mam sam ze sobą gadac? Co prawda na rybach nieraz, po tygodniu samotności rozmawiałem ze Sławkiem Szuszkiewiczem i innymi dzięciołami, ale tu, w tym miejscu i tak publicznie? Jakiś wewnętrzny imperatyw dziś każe mi wystartowac - właśnie dziś i popiera go intuicja. Ona nigdy mnie nie zawiodła, kieruje moimi słowami i każe mi mówic: "Wyjdż Sławek wreszcie z tego swojego głuchego i ciemnego lasu i wróc do ludzi,i powiedz wreszcie to, co wiesz o zwierzętach, powiedz przede wszystkim to, co wiesz o rybach". No cóż, muszę zaufac swojej intuicji. Chyba będą "jaja", ale napewno wszystko dobrze się skończy. Wtedy mój ostatni blog będzie miał tytuł : "Meta".
|
|
Oceń blog
     |