| Urwanie głowy. Sobota, wypadzik z wędką nad wodę. Słoneczko świeci, godzina 10:00, dojeżdżam nad wodę, a tu zaczyna wiać. Woda podniesiona i jedynie kilka rzutów w osłoniętej od nurtu części przyniosło parę okoni. Ale okoń to nie ryba... :-/
|
| Wczoraj w końcu wyruszyłem nad wodę. Wytrzymałem dwie godziny. Próbowałem zapolować na sandacza w pobliżu mojego ulubionego mostu w centrum miasta. Gdy zapada zmrok, pod mostem jasno niemal jak w dzień. Latarnie z mostu oświetlają drogę i moje łowisko :-) Po godzinie machania gumkami zero efektów. Ręka prawa zaczęła zamarzać - od multiplikatora, który chlapie zimną wodą nie tylko po rękawach. Nie zrezygnowałem. Wyjąłem z pudełka "klocka", ktorego producent dumnie ochrzcił mianem "jerk" (nie wiem co to za firma, ale nie chińszczyzna i nie rapala ;-) ). Jerk w wodzie zachowuje się beznadziejnie. Za to dość szybko tonie (około 30 gramów skupione w 6-7 cm). Wpadłem więc na genialny pomysł, żeby założyć mu ogromne kotwice, które odpiąłem z Salmo skinnera 15 tki (sam nie wiem co ten skinner robił jeszcze w moim pudełku). Tak stuningowany dodatkowym obciążeniem jerk poleciał do wody. Opad... i oczywiście nic. Kolejne rzuty aż w końcu udało się zatopić go do samego dna. Kilka razy "hop" nad dnem i siedzi potężny zaczep :-D Plecionka 20 LB w miarę nowa. Po kilku próbach odstzelenia, decyzja o "rwaniu". No i wyrwałem z dna kawał jakiejś szmaty, na któej wisiało 16 (słownie "szesnaście") przynęt moich i moich znajomych, urwanych jesienią zeszłego roku. Gumy oczywiście były przegnite. Wobler - bez komentarza. Nawet nie udało mi się zidentyfikować co to za model, ale podejrzewam matzuo - nie do naprawy. Porośnięty pięknym mchem, grzybem i Bóg jeden wie czym jeszcze. Gumy - sparciałe. Niektóre... pogryzione... I niech mi jeszcze ktoś zwątpi w przebłyszczenie, przegumienie itp. Ciekawe ile sandaczy miało okazję spróbować ich, gdy sobie wisiały zaczepione na dnie. Jedzeniem nie pachniały i jedzeniem nie smakowały. Ryby żadnej, nawet jednego brania. Coś słabo mi się zapowiada koniec tego sezonu...
|
|
Jesienne poszukiwania potwora
|
| 2009-10-06 10:13 |
| Co roku jesień poświęcam na ciężkie łowienie. Nie chodzi mi bynajmniej o szczupaka, ani o suma. Moim celem jest sandacz. Co roku słyszę (a niekiedy i widzę na zdjęciach) doniesienia z mojego łowiska o wyciągnięciu przez kogoś sandacza ponadmetrowej długości i masie przekraczającej 10 kg. Kombinuję więc i tropię. Pasowałoby wytargać mętnooka "ponad dyszkę". Miejscówki znam. Już dwa razy w tamtym roku zmierzyłem się z potworami. Za każdym razem powiedziały "A" podczas holowania i tyle je widziałem. Moje wielkie plany na wrzesień/październik 2009 legły w gruzach. Siedzę chory w domu i szlag mnie trafia. Z nudów gram w "sega bass fishing" - a myślałem jakieś 10 lat temu, że gry komputerowe są dla dzieci. Czyżby moje uzależnienie od spinningu rozwinęło się aż tak bardzo?
|
|
Sezon szczupakowy
|
| 2009-05-09 10:34 |
| Od 1 maja próbuję złowić kaczora. Bezskutecznie. Byłem na wszelkich miejscówkach, w swojej okolicy. Szczupaków zero - brały w mracu, a teraz znikły. Zacząłem bombardować castingiem. Na duże przynęty. Zero efektów wszędzie. Wczoraj mnie wzięła frustracja i pojechałem na klenie i bolenie. Dwa niezacięte brania kleni i dwa spady boleni... Jakieś fatum mnie dopadło? Może dziś po południu, albo wieczorem w nocy. Walczyć trzeba, nie można się poddawać!
|
|
zabawa z multikiem C.D.
|
| 2008-11-21 17:45 |
| Dzisiaj nawinąłem plecionkę na multik i wyruszyłem żwawo na wielkie łowy. Niestety skończyły się one po około 1 godzinie machania :-( Za lekko się ubrałem, chociaż jak wychodziłem z domu, to aura była obiecująca. Ale jak zaczęło wiać, to już dało w kość. Multik + plecionka - czyli kolejne wędkarskie odkrycie wszechczasów. Swoją drogą, to rzucałem dzisiaj na maksymalnie poluzowanym docisku szpuli (dalej nie wiem jak ustawić hamulec magnetyczny/odśrodkowy - bo nawet nie wiem jaki tam mam). Kęcenie lewą łapą się tęskni. Ale udało mi się wyrwać dziś w sieci procastera Daiwy za 150 zł. A praworęcznego raczej się pozbędę. Mam nadzieję, że Daiwką się rzuca też tak fajnie. Schodziłem nawet do 3 cm. wahadłówek - po 17-20 m na oko latały. Brody nie tworzą mi się absolutnie! Albo mopj multik jest taki cudowny, albo rzucanie w castingu nie jest takie trudne jak słyszałem. Ryb znów nie widzialem - woda martwa, ale poziom się podniósł po opadach, w niedzielę, jak nie będzie przymrozkow to wyruszam znów - jutro czas nie pozwoli :-/
|
|
Multik jest ok
|
| 2008-11-20 23:50 |
Wczoraj byłem nad wodą z zestawem castingowym - pierwszy raz łowiłem "na mokro" tym cudem. Ryb zero - ale to raczej sprawa aury, no i ja się nie nastawiałem za bardzo na złowienie, ale chciałem sobie po prostu trochę porzucać. Zero brud - chyba pojąłem ;-)
A swoją drogą, w celu uniknięcia nadmiernych kosztów, nawinąłem żyłkę. Tak dawno już nie łowiłem tym wynalazkiem, że zapomniałem jakie to beznadziejne do spinningu jest. Wielkiej cykady nie czułem na kiju w odl. 10 m. od brzegu. I jak tu wyczuć branie sandacza na żyłce? I jeszcze na większej odległości niż 10 m?
Cóż - łowiący na żyłkę żyją w nieświadomości. Ja się trochę uświadamiam przez poznawanie multiplikatora - podoba mi się, ale do lekkiego łowienia snuj jest niezastąpiony. Nie wyobrażam sobie rzucania blaszką 00 przy pomocy nawet najlżejszego castingu.
|
|
koniec sezonu nadchodzi nieuchronnie?
|
| 2008-11-18 16:17 |
| Wisła wysycha, koniec sezonu się zbliża - sandały nie biorą i ogólnie jest zimno. A ja kupiłem zestaw do castingu i uczę się rzucać na pasie startowym (ludzie się na mnie dziwnie patrzą). Może jutro wyskoczę - dzień wolny! :-D
|
|
Oceń blog
     |