|
Rapala Pro Fishing – czyli coś z zupełnie innej beczki na zimowe wieczory
|
| 2009-10-28 20:17 |
Nadchodzi zima i pewnie nie zawsze będzie nam się chciało wyskoczyć na lód. Do tego wcale nie ma pewności czy nasza kapryśna zima obdarzy nas, choć odrobiną podlodowego szaleństwa. Na szczęście dla tych, którzy nie lubią marznąć jest coś, co pozwoli przetrwać im martwy sezon.
Mowa oczywiście o grach komputerowych. Oczywiście nie dają nawet w połowie tak wiele frajdy jak aktywny wypoczynek nad wodą, ale pozwolą, choć na chwilę wrócić wspomnieniami do życiówek, miarek i innych niezapomnianych ryb. Czas więc odpalić łódkę i ruszyć w bój z rybami w Rapala Pro Fishing.
RPS jest to chyba jedna z najbardziej znanych symulacji wędkarskich. Wielką zaletą tej gry jest fakt, że mogą się nią cieszyć nie tylko posiadacze komputerów osobistych, ale także właściciele konsol takich jak PlayStation 2 czy Xbox 360. Jest więc szeroko dostępna dla wszystkich, którzy mają na to ochotę. Światowa premiera tej gry miała miejsce w 2004 więc można powiedzieć, że nie jest to najświeższa gra na naszym rynku (spokojnie, niebawem przyjdzie czas na nowsze) ale darze ją niezwykłą sympatią jako jedna z pierwszych jaka wpadła w moje ręce.
Po „odpaleniu” gry przywita nas interface głównego menu, w którym oprócz standartowych opcji, ustawień etc., będziemy mogli wybrać sobie kilka opcji łowienia. Tak więc, twórcy gry z Activision Blizzard pozwolili nam łowić swobodnie – czyli chyba tak jak każdy z nas lubi najbardziej. Do wyboru mamy także opcję zawodów wędkarskich gdzie możemy współzawodniczyć z innymi przedstawicielami tego królewskiego sportu. Oczywiście opcja „tournament” to klasyczny dla gier single player, gdzie każdy kolejny sukces pozwala nam odblokować nowe kilery przynęty i nowe lokalizacje. A wszystko to okryte szyldem znanej nam wszystkim firmy Rapala. Nie będzie pewnie zaskoczeniem, że przynęty serwowane nam w grze są odzwierciedleniem realnie istniejących produktów tej firmy.
Pierwsze co rzuca się w oczy po uruchomieniu gry to to, że jest niezwykle szczegółowo wykonana. Pierwsze spotkanie z wodą w RPS od razu pozwala stwierdzić, że teksturowanie wody i jej fizyka jest na wysokim poziomie. Dzięki temu jeszcze bardziej będziemy mogli cieszyć się obcowaniem z wirtualną bądź co bądź wodą.
Teraz trochę o minusach gry. Nie da się ukryć, jak pisałem już wcześniej, że gra ma już 5 lat więc można dopatrzeć się kilku minusów. Osobiście miałem pewne problemy z opanowaniem rzutu spinningiem (z którą normalnie raczej nie mam problemów) Trudno „na czuja” odnaleźć moment zwolnienia przynęty tak aby poleciała na odpowiednią odległość. Oprócz tego po zanurzeniu się przynęty (a jest ich cała masa – czyli tak jak w każdym naszym pudełku:) zanurzamy się wraz z nią pod wodę, aby tam obserwować i kontrolować jej pracę. Nastręcza to też trochę kłopotu, ponieważ na swoim sprzęcie zaobserwowałem pewne opóźnienie pracy kołowrotka i przynęty – utrudniało to mi bardzo zainteresowanie kolejnych rybek moim kilerem. Nie wiem czym owe opóźnienie było spowodowane, ale było to trochę denerwujące ponieważ nie mogłem tak kierować coblerem jak chciałem. Mimo to uważam, że gra jest dobra i co najważniejsze daje sporo frajdy, a wyciąganie kolejnych ryb to także spora przyjemność. Chwali się w grze także możliwość wypuszczenia złowionej rybci – co moim zdaniem jest niezwykle wychowawcze dla najmłodszych graczy – wędkarzy.
Czas na podsumowanie – Symulator wędkarstwa nigdy nie da nam tyle satysfakcji co prawdziwa zasiadka z wędką. Dla tych, którzy nie potrafią wytrzymać bez tematu ryb na pewno będzie to ciekawa alternatywa spędzenia wolnego zimowego wieczoru. Osobiście mogę polecić Wam Rapala Pro Fishing jak dobry symulator wędkarski.
|
|
Wędkarstwo jak choroba.
|
| 2009-10-27 14:22 |
Każdy z nas wie jak to się zaczyna i jak kończy. Zaczynasz od robaka na haczyku, z determinacją oczekując brania, a kończysz będąc już zarażony tą fantastyczną chorobą jaką jest wędkarstwo.
Moja przygoda z tym niezwykłym sportem rozpoczęła się podobnie, niestety na samym początku nie trafiłem na mentora, który nauczył by mnie wszystkiego czego wie o rybach i technikach połowu. Zapewne większość z Was zaczynała wcześnie, na pierwszych wypadach z dziadkiem, bratem czy ojcem. Ja zacząłem stosunkowo późno i niestety nie miałem nikogo, kto przekazał by mi ze stoickim spokojem wiedzę.
Szczęście uśmiechnęło się do mnie na początku 2009 r. gdzie będąc łowcą z niewielkim, ba, prawie zerowym doświadczeniem spotkałem na swojej drodze prawdziwego wędkarza, który zabrał mnie ze sobą na pierwszy wypad nad Wisłę i ot stał się cud, złowiłem swojego pierwszego szczupaka z opadu. Co prawda był to 30 centymetrowy mikrus, ale dla mnie już była to ryba życia – samodzielnie zacięta i wyholowana z trzęsącymi się rekami i biciem serca. Mój przewodnik uśmiechał się tylko pomagając mi uwolnić rybę. To wydarzenie odbiło się diametralnie na moim, nie zawaham się użyć tego słowa życiu. Dalej poszło samo.
Mimo, że moja inicjacja przebiegła dosyć szybko to kolejne wyjazdy dały mi o wiele więcej niż okazy. Nauczono mnie szacunku do ryb które łowię. Muszę nadmienić, że 99% ryb które były łowione przez moich kompanów wracały do wody co początkowo napawało mnie wielkim zdziwieniem. Wychowany w kulturze konsumpcjonizmu i kolekcjonowania trofeów byłem bardzo zaskoczony kiedy „chłopaki” wpajali mi do głowy to, dlaczego powinno wypuszczać złowione ryby.
Stało się, przepadłem przesiąknąłem wędkarstwem w całości. Teraz pojąłem czym jest przyjemność brania, wyholowania ryby. A największą przyjemność daje uwolnienie złowionego okazu, oczywiście po sfotografowaniu jej. Wędkarstwo to coś więcej niż hobby – to sposób życia, myślenia i co najważniejsze postępowania. Zrozumiałem to kiedy sam zachorowałem na tą chorobę – i najwyższe podziękowania dla moich mentorów za zarażenie mnie dobrą stroną wędkarstwa.
Dzięki Paweł, Witor Krzysiek
|
|
Oceń blog
     |