Nie jesteś zalogowany/-a ZALOGUJ SIĘ lub ZAREJESTRUJ SIĘ
Jesteś tutaj: Corona-Fishing > Artykuły > Sandacz po polsku.
Artykuły
Sandacz po polsku.
2012-06-20 00:00

Upalne, czerwcowe popołudnie, dawało się we znaki. Żar lejący się z nieba i piknikowy klimat nad miejską rzeką. Dostawałem już szału. Setki wykonanych rzutów przyniosły jedynie godziny bezowocnego zmieniania przynęt. Co jest, dlaczego dziś jest takie bezrybie? Przecież one muszą tu stać. Zawsze łowiłem je w tym miejscu. Paskudne sandacze. Cwane, przebiegłe i bardzo chimeryczne.
Dość już na dziś! Wygrałyście, ale następnym razem wam pokażę.


sandacz na płytkiej wodzie

Nocny festiwal.
Takie myśli towarzyszyły mi, kiedy wracałem już do domu. Przedzierając się przez nabrzeżne zarośla, raz po raz słyszałem za plecami bardzo wyraźne ataki ryb. Przyznam się, że nie miałem już siły. Nad rzeką nastała pierwsza faza nocy. Nie wytrzymałem. Na pięcie obróciłem się do tyłu i jak gdyby z nową energią wróciłem nad swoją ulubiona opaskę. Na pomarszczonym lustrze wody widać było przepiękną, świetlną panoramę miasta. Coś wspaniałego. Kiedy jednak te lśniące światełka zaczęły się rozpryskiwać we wszystkie strony, melancholia i marzenia przeszły mi w mgnieniu oka. Nie dalej jak 10 metrów przede mną, gruby garb ryby rozpruł wodę. Ten widok to esencja wędkarstwa. Ciężka i stara ryba wypłynęła na żer pod osłoną nocy. Ona sama doskonale wiedziała, że jest bezpieczna. To właśnie teraz, kiedy nikogo nie ma nad wodą, może sobie szaleć bez przerwy. Cała rzeka należy tylko do niej. Wszystkie ukleje bez światła są bezbronne. Ale ona i jej wielkie oczy, przypominające kota, decydują o tym kto w nocy rządzi.
Na wodzie obserwowałem dziesiątki ataków okazałych ryb. Oceniłem, że większość z nich to sandacze, ale dziś przekonany jestem, że były tam też bolenie, klenie, jazie i sumy. Przez długa chwilę siedziałem na kamieniu, obserwując festiwal polowania. Tylko natrętne komary przeszkadzały mi upajać się tym wspaniałym widowiskiem.

Niespodziewany jazgot telefonu natychmiast zburzył moją enklawę.
- Gdzie ty jesteś? Usłyszałem z realnego świata.


sandacz na spinning

Następnego dnia byłem nad wodą dopiero około 19. Wszystko miałem doskonale przemyślane. Wiedziałem, że będę łowił na lekkie przynęty lub na te, które będą pracowały tuż pod powierzchnią. Zabrałem ze sobą woblery, wahadłówki i obrotówki. Celowo zostawiłem w domu pudełko z gumami. A co tam, będę łowił tradycyjnie. Po polsku!

Dokładnie w tym samym miejscu zrobiłem sobie wieczorne stanowisko. Szczegółowo rozpoznałem sam brzeg, aby podczas nocnego wędkowania nie zaczepić przypadkowo wabików o krzaki za plecami. Przynęty miałem poukładane starannie w dwóch pudełkach. Czułem się troszkę jak na polowaniu. Usiadłem na kamieniu i czekałem na zachodzące słońce. Co chwilę drobne kleniki i bolenie kusiły mnie swoją obecnością. Polowały nieustannie. Jednak ja wyczekiwałem grubego sandacza. Wiedziałem, że gdzieś u podnóża opaski ma swoje dzienne stanowisko. Wiedziałem, że pod osłoną nocy wypłynie, aby polować na zdezorientowane ukleje. Kiedy już zaczęło robić się ciemno, przy samym brzegu pojawiły się niewielkie, jakby nieśmiałe ataki drobnych sandaczy. Jeszcze nie czas. Jeszcze chwila. I właśnie teraz, dokładnie w tym samym miejscu co wczoraj, pojawił się mój „grubas”. Leniwy, ciężki i nadzwyczaj spokojny. Zaraz potem wykonałem pierwszy rzut woblerkiem. Przynętę prowadziłem w bardzo nierówny sposób. Lekko podszarpywałem, zatrzymywałem w miejscu, przyspieszałem. Nie dalej jak w dziesiątym, może w piętnastym rzucie, miałem pierwsze zdecydowane branie. Jest. Pierwszy sandacz. Cieszyłem się jak dzieciak. Nie była to wielka ryba, ale radość była ogromna. Zaraz potem złowiłem następnego. Ten drugi był już nieco większy. I na tym koniec. Sandacze przestały żerować. Woda ucichła i nastała piękna, śródmiejska noc. Czas kończyć. Byłem bardzo szczęśliwy, że udało mi się złowić choć dwie sztuki, ale coś mi się nie zgadzało. Zastanawiałem się dlaczego ten duży pojawił się na wierzchu tylko raz. Czy wypłoszył się, czy może zwietrzył niebezpieczeństwo? A może polował w innym miejscu?
Cały czerwiec to dla mnie wieczorne i nocne sandaczowanie. Wypracowałem swój prywaty sposób wędkowania, dostosowany specjalnie na sandacze. Zawsze zabieram ze sobą mocny i długi kij. Do niego idealnie pasuje mocna plecionka i duży kołowrotek. Tu nie ma miejsca na finezję i ceregiele. Rybę trzeba holować zdecydowanie i szybko. Widoczność jest najczęściej ograniczona do kilku metrów. Przynęty sprawdzone przeze mnie przez wiele sezonów, też nie wyjątkowo popularne wśród łowców sandaczy. Oczywiście standardem jest wobler o którym nocni wędkarze wiedzą od zawsze. Na temat woblerów nie warto mówić więcej niż to, aby był długi na 7 do 10 cm, musi być smukły i delikatnie pracować. Jednak moją przynętą, którą odkryłem podczas nocnego wędkowania, są duże obrotówki i bez znaczenia jest czy są to longi czy aglie, ważne, aby były srebrne lub mosiężne. Osobiście stosuję rozmiar 3/4. Obrotówka pozwala na bardzo leniwe prowadzenie. Sandacze uwielbiają te przynęty. Wymyśliłem sobie, że wabi je ogromna fala hydroakustyczna, wywoływana przez skrzydełko. To jednak tylko teoria, a ja nie mogłem przestać myśleć o moim wielkim sandaczu.


sandacz w nocy

Mój przyjaciel sandacz
Ta ryba nie dawała mi spokoju. Wybierałem się w to miejsce jeszcze kilka razy. Zawsze udało mi się przechytrzyć jakąś sztukę, ale kontaktu z wielkim sandaczem nigdy nie miałem. Najbardziej złościło to, że byłem przekonany o jego obecności. Żyje gdzieś bardzo niedaleko mojej nocnej miejscówki.

 

Opaska na której zwykle łowiłem, to równy odcinek wody z głębokim rowem ciągnącym się przez około 500 metrów. Na dnie, u podnóża opaski, znajdowała się plątanina gałęzi i konarów. Miejscami pojedyncze głazy tworzyły idealne, dzienne siedlisko dla sandacza. To miejsce ciągnęło mnie jak magnes nad wodę. W upalne, lipcowe popołudnie, wybrałem się jak zwykle polować na sandacza. Zabrałem ze sobą dwa woblery, które według ich producenta, schodzić mogą nawet na 4 metry w dużym nurcie. Wybrałem woblerek oklejony srebrzystą szmatą z niebieskim grzbietem. Jego praca była fantastyczna. Bardzo intensywne migotanie, połączone z wężowym ruchem. Ciężki i masywny wobler leciał na odpowiednią odległość, schodził natychmiast do samego dna i co najważniejsze nie haczył się o zawady. Takie biczowanie wody trwało dobrą godzinę. Monotonne wędkowanie przerwał tępy zaczep. Nieco zniechęcony zluzowałem plecionkę i energicznie szarpnąłem kijem, aby uwolnić przynętę. Zaczep ruszył i to z takim impetem, że ledwo utrzymałem kij w ręku. Byłem przygotowany na odczepianie przynęty, a nie na amortyzowanie zrywu ryby. Hamulec ustawiany na twardo nie wypuszczał grubej plecionki. Wszystko trwało ułamki sekund. Ryba po błyskawicznej ucieczce osiadła da dnie. Byłem przekonany, że mam suma. Rozpocząłem wolne pompowanie, z każdą jednak minutą holu traciłem przekonanie o tym, że na woblerze jest sum. Przerzuciłem wtedy w głowie wszystkie duże ryby, jakie mogły w tym miejscu skusić się na mojego wobka. Wymyślałem karpie, szczupaki, znowu sumy. Jezu... w tym momencie na powierzchni pojawił się mój znajomy. Wielki, gruby sandacz. Byłem przestraszony cała tą sytuacją. Ryba już dość słaba, zaczęła wpływać na same kamienie, tuż przy brzegu, Nurt wody ściągał ją daleko ode mnie. Wtedy zdobyłem się na desperacki ruch. Ruszyłem za rybą która prawie nieruchoma leżała dosłownie metr od brzegu. Opierając swoje ogromne ciało o kamienie, niczym wyrzucony przez wodę wieloryb, czekała na pomoc. Rzuciłem wędkę i wszedłem po kolana do wody. Starałem się sandacza podnieś do góry. Był ogromny, ciężki i bardzo gruby.


sandacz

Do dziś pamiętam jego wielkie jak pięciozłotówka oko, które patrzyło prosto w moje oczy. Ja wiedziałem, że to ten sam, który pokazywał mi się co noc, gdy starałem się go przechytrzyć. On pewnie też mnie pamiętał. Śmiał się ze mnie kiedy posyłałem mu moje nocne przynęty. Wielokrotnie odwiedzałem go potem w jego domu. Nigdy jednak mi się więcej nie pokazał. Nie wiem czy odpłynął gdzieś dalej, czy może już teraz nie chce na mnie patrzeć. To wielki, rzeczny cwaniak. Prawdziwy polski sandacz.

SKOMENTUJ ARTYKUŁ NA FORUM

autor: Remigiusz Kopiej
foto: autor, Jacek Karczmarczyk, Michał Barabarz

przeczytaj wiecej o:
stanowiska ryb w rzece
sandacz ze zbiornika zaporowego
jesienne szczupaki
pogoda na sandacza
sandacz z wielkiej rzeki

zobacz też:
wędka na sandacza
plecionka na sandacza
woblery na sandacza
koguty sandaczowe
przynęty na sandacza


Zgłoszenie nadużycia
Temat zgłoszenia
Opis problemu:


Zgłoś nadużycie

Udostępnij ten artykuł:
Facebook Google Bookmarks Twitter LinkedIn

Oceń artykuł
koronka1koronka2koronka3koronka4koronka5

lista najnowszych
wędkarstwo skandynawia
napisane 2018-02-22 00:00 przez: Admin
Od kilku lat zimowe wieczory spędzam nad mapą Skandynawii. Wówczas powstają w głowie marzenia, które jak się okazuje, można czasem przy odrobinie sprzyjających okoliczności zrealizować. Wymyśliłem sobie kiedyś rzekę, w której ...
okonie na spinning
napisane 2018-02-05 00:00 przez: Admin
Kiedyś mój sympatyczny kolega opowiedział mi historię niewielkiego, miejskiego jeziorka, które stało się dla wielu wędkarzy polem manewrów rekreacyjnych. Łowiono tam zwykle drobne płotki na robaczka, bo jak wszyscy opowiadali, nie ...
wędkarstwo podlodowe
napisane 2017-12-04 00:00 przez: Admin
Wędkarstwo podlodowe ma wiele odmian. Zwykle kojarzy się nam z przycupniętym nad przeręblem mężczyzną, wpatrującym się w drobniutki spławiczek. Inna szkoła to operowanie mormyszką, na której końcu zawieszony jest mulak. Ja chciałbym Wam ...
szczupak z płytkiej wody
napisane 2017-11-23 00:00 przez: Admin
Przyznam się Wam, że jest pewien sposób łowienia szczupaków, który wywołuje u mnie wielkie emocje za każdym razem kiedy o nim pomyślę. Kiedy tylko wyobrażę sobie wielkie i płytkie blaty porośnięte gęstą roślinnością, ...
techniki połowu sandacza
napisane 2017-08-18 00:00 przez: Admin
Sandacz większości wędkarzy kojarzy się z ciężkim łowieniem. Mocne i wyjątkowo szybkie kije w połączeniu z ciężką główką jigową, stały się niemal bezwzględnie i nierozłącznie związane z sandaczami. Tym razem opowiem Wam o metodzie ...
jak łowić szczupaki
napisane 2017-08-11 00:00 przez: Admin
6 lat wyjazdów do Szwecji cz.1 6 lat wyjazdów do Szwecji cz.2 Rok czwarty Rok czwarty okazał się przysłowiowym rokiem konia. Po dwóch dniach podróży i dojechaniu na miejsce nie wytrzymałem, i od razu późnym ...