Pozwolicie, że przedstawię niektóre ze swoich spostrzeżeń w temacie bardzo pięknej wędkarskiej metody , jaką jest łowienie pewnych gatunków ryb na tzw. blaszki podlodowe. Jest to na pewno bardzo stara metoda i prawdopodobnie jedna z pierwszych, jaką zastosował człowiek w celu zdobycia pożywienia. Świadczą o tym nie tylko dowody naukowe, ale także można to w bardzo prosty sposób samemu odkryć, gdyż trudno jest znaleźć bardziej prymitywny i technicznie zawężony sprzęt do łowiectwa. Wystarczy do tego kawałek patyka, kilkanaście metrów linki z uwiązaną na końcu sztuczną przynętą z haczykiem. Gwarantuję Wam, że w pewnych łowiskach, warunkach i czasie można posługując się takim „przedpotopowym” sprzętem mieć „znakomite” wyniki…
| Nam jednak, wędkarzom sportowym, którzy nie muszą nakarmić czekających w jaskini dzieci, ani stad kotów, chodzi o coś zupełnie innego… Trudno jest to wytłumaczyć starej babie z zabitej dechami wsi i równie trudno urzędasowi z wielkiego miasta, który po pracy wygodnie rozpościera się w ciepłym fotelu… Co nas pcha na ten cienki i falujący nieraz pod nogami lód… Jaka siła wyrywa nas z przytulnych łóżek, z objęć żon, dziewczyn i popycha w kierunku na wpół zamarzniętych tafli, po których hula mroźny wiatr… Oto jest pytanie… My jednak znamy na nie odpowiedź, choć rzadko udzielamy jej słownie… Znaleźć ją można w naszych, spragnionych przygody sercach, w naszych atawistycznie dzikich oczach… Tam znajduje się odpowiedź na głupie pytania…
| Nie musimy już polować po to, aby przeżyć. Nie tylko my się zmieniliśmy. Wszystko wokół nas się zmienia. Z każdą sekundą. Zwierzęta także muszą się zmieniać, aby zachować swój gatunek. Jednym to się udaje, a inne, niestety, albo giną zupełnie, albo systematycznie wymierają… Lista zbrodni, jakie człowiek popełnił i popełnia wobec zwierząt jest bardzo długa. My, wędkarze musimy godzić dwie bardzo trudne sprawy - swoje naturalne popędy z szacunkiem do zwierząt i ich ochroną. Musimy zawsze o tym pamiętać. To nasz święty obowiązek…
| W ciągu tysięcy lat człowiek zmieniał i ulepszał swoje narzędzia połowu. Ciągle je modyfikował w celu osiągnięcia większej skuteczności i możliwości wszechstronniejszego zastosowania. Przystosowywał przynęty wielkością, kształtem, kolorem i akcją do łowienia określonych gatunków w specyficznych warunkach. Wraz z rozwojem cywilizacyjnym zmieniały się materiały do ich produkcji i technika wytwarzania ciągle osiąga coraz wyższy poziom. Stało się możliwe, wbrew ręcznej technice, masowe powielanie i osiąganie setek tysięcy identycznych egzemplarzy. Bardzo symptomatyczne jest ,że poziom technicznego wyrafinowania przynęt jest bardzo zbieżny ze stanem rozwoju cywilizacyjnego ludności. Wszędzie tam, gdzie istnieją dziewicze i dzikie enklawy, nadal stosuje się w pewnym stopniu prymitywnie skonstruowane przynęty i nadal nimi łowi się z powodzeniem ryby. Jest to jeden z „małych” dowodów na istnienie tzw. „przebłyszczenia”. Jak powszechnie wiadomo matką wynalazku jest potrzeba. To ona właśnie tworzy coraz wymyślniejsze i skuteczniejsze od poprzednich przynęty. Jednak „owa potrzeba” nie wszędzie jest …potrzebna. Na terenach silnie zurbanizowanych, z małą ilością wód z rybami, poziom techniczny wędkarzy i różnorodność przynęt jest oszałamiającego (oszołomskiego) formatu. Dotyczy to w kwestii np. przynęt podlodowych takich regionów naszego globu, jak krajów skandynawskich i innych wschodniej Europy, oraz niektórych stanów USA i Kanady w Ameryce Północnej. Tutaj, na lodzie, na niektórych łowiskach łowi bardzo duża ilość wędkarzy. To tu najczęściej tworzą się w wyniku „wewnątrzgatunkowej” rywalizacji pomysły i patenty, jak najlepiej oszukać ryby i… swoich kolegów znad sąsiednich przerębli… Stąd rynek oferujący sztuczne przynęty podlodowe jest bardzo bogaty, choć sądzę, że ten niejawny, trzymany w tajemnicy i wąskich kręgach, jest również sporych rozmiarów.
| Błystki podlodowe i tzw. raczki z CF są tylko znikomą częścią przynęt, które wytwarzam i w pewnym stopniu sam wymyśliłem. Są to dwie przynęty, w których główne role grają akcja i kolor. Aby w miarę poprawnie nimi się posługiwać nie trzeba wspinać się na szczyty finezji. Są zbudowane zgodnie z naczelną dewizą, jaka mi oświeca ścieżkę produkcji przynęt – przynęta wędkarska musi być tak skonstruowana, aby sama w sobie posiadała jak największą ilość cech wabiących ryby. Do tego powinna być podatna na wszelkie ewentualne modyfikacje akcji i retusze koloru ( w zależności od rodzaju i przeznaczenia). Błystki i raczki można delikatnie rozginać i skręcać na boki… Można także je pokrywać dowolnymi kolorami i wracać do stanu pierwotnego. Kolory mazaków wodoodpornych i lakierów do paznokci dają się łatwo i wielokrotnie usuwać np. zmywaczami do lakierów. Zapach acetonu znajdującego się w składzie chemicznym lakierów i zmywaczy jest także dodatkowym środkiem wabiącym wiele gatunków ryb. Bardzo podobnie „pachną” larwy ochotkowatych, będące zimą jednym z podstawowych składników pożywienia takich ryb, jak np. leszcze i okonie, o ile współwystępują w dużych ilościach z wymienionymi gatunkami.
Jeszcze kilka uwag odnośnie koloru przynęt. Od bardzo dawna funkcjonuje w obiegowej opinii fałszywe i złudne pojmowanie istoty widoczności kolorów przez ryby. Jest to intensywnie ugruntowywany pogląd, kierujący świadomość na ważność skali widoczności barw w wodzie w zależności od głębokości wody. Nie ma nic bardziej błędnego. To fałszywy trop. Z wędkarskiego punktu widzenia owa skala nie ma żadnego znaczenia. Jednego dnia ryby biorą na czerwoną przynętę na głębokości 1m, a drugiego już tylko na głębokości 10m, a z niebieską może być akurat odwrotnie… I jakie z tego możemy wyciągnąć wnioski? Żadne. Tu chodzi o coś zupełnie innego… O co więc chodzi? Chodzi o to, aby wykuwać jak najwięcej dziur, dotleniać się na świeżym, mroźnym powietrzu i samemu do wielkiej i tajemnej wiedzy dochodzić…
| Nie wyobrażam sobie łowienia ryb pod lodem bez wędki uzbrojonej w tzw. kiwok. To on na pewno był pierwowzorem wszelkiego typu drgających szczytówek i swing - tipu. To bardzo ważny i niezbędny dodatek. Dzięki niemu nie przeoczymy bardzo wielu subtelnych brań, ani nie musimy szarpać wędką, jakbyśmy chcieli Panu Bogu wybić oko… Takie „szarpania” są z gruntu wyrachowane i zawarta jest w nich pewna treść… To liczenie na fuks, że ryba synchronicznie z ruchem ręki do góry chwyci przynętę, albo na nią napłynie… Po prostu „szarpak”, nic dodać, nic ująć...Oczywiście nie polecam…
Dzięki kiwokowi bardzo dokładnie możemy umieszczać przynętę w toni i na dnie. On sprawia, że błystka po zatrzymaniu jej w toni przez pewien czas delikatnie drga i się kołysze, a raczka możemy precyzyjnie kłaść na dnie w różnych pozycjach. Wreszcie najważniejsza cecha kiwoka – ryby w pierwszej, bardzo ważnej fazie brania, nie czują takiego oporu, jaki daje zwykła wędka. Kiwok tylko w jednym wypadku jest zbędny – gdy ryby biorą zdecydowanie z opadu. Jest to jednak coraz rzadsze zjawisko…
| Jeszcze kilka słów o tzw. dodatkach na haczykach, lub kotwiczkach. Rzecz jasna, że podnoszą one bardzo często skuteczność… W owych dodatkach rozumiem zarówno chwosty, jak i inne sztuczne i naturalne gadżety. Może to być np. pasta Mistic, albo kawałki czerwonych robaczków. Także gama kolorów chwostów jest niewyobrażalna. Mamy tu wielkie pole do popisu i eksperymentów. Wszak ludzka wyobraźnia nie zna granic. Pełen w ten fakt wiary i nadziei muszę już kończyć, bo koty wchodzą na piec… Może idzie mróz??? A ja chyba mam nienaostrzony świder…
SKOMENTUJ NA FORUM
tekst: Sławek Szuszkiewicz
foto: Corona Fishing
przeczytaj więcej o:
wędkarstwo podlodowe
zimowe okonie
jak łowic spod lodu
wybór prznęty spinningowej
zobacz też:
przynęty podlodowe
błystki podlodowe Szuszkiewicza
wędkarstwo podlodowe
przynety na lód
|
Udostępnij ten artykuł:
Zgłoś nadużycie
Oceń artykuł
     |